9 grudnia 2012

Piątek

W piątek Klucha zgubił telefon.
Zadzwoniła pani, która go znalazła, podała adres i Klucha z Kudłatą poszli po południu telefon odebrać.

Po drodze do domu zgubił go znowu.
Ręce mi opadly.

Tym razem telefonu odnaleźć się nie dało. Próbowali z Kudłatą na niego dzwonić, ale włączała się poczta głosowa. Śnieg, ciemno - zero szans.

Trochę się zdenerwowałam, wiecie?

W sobotę udało sie w Erze uzyskać duplikat karty, bo karta, chociaż prepaidowa była zarejestrowana.
Pozostała kwestia aparatu. Aparat był dotykowy, calkiem dobry, zdecydowanie lepszy od mojego...

Dzieciaki znalazły w domu jakiegoś starego soniaka i Klucha musiał się nim zadowolić.

Dzisiaj dzwoni starszy pan i pyta czy moje dziecko zgubiło telefon.
Starszy pan go znalazł w piątek. Telefon był rozładowany, więc oddał go do zięcia do naładowania. Zięć oddał naładowany telefon w niedzielę. Razem go włączyli (Klucha nie ma telefonu zabezpieczonego pinem), znależli numer do "Mamusiaka" i zadzwonili.

Nie wiem co się dzieje. Kryzys jest, ludzie coraz biedniejsi, a jakby coraz uczciwsi.
A może to po prostu urok małych miejscowości, w dodatku niekoniecznie bogatych?

W każdym razie  - całe życie powtarzam dzieciom - bądźcie w życiu uczciwi, to wam ludzie uczciwością odpowiedzą. I co? Wyszło na moje :)

PS. Dzieciaki wzięły do starszego pana, w ramach podziękowania, jakieś pierniczki, kawę, etc (bo przecież nie musiał się aż tak starać). Pan przysłał miłego SMS, że obsolutnie nie trzeba było, że przecież zrobił tylko to, co każdy by zrobił na jego miejscu... Budujące.

2 komentarze:

bere pisze...

przywracasz mi wiarę w ludzi :)

ds pisze...

wzrusz!

Prześlij komentarz