Z definicji nie daję pieniędzy żebrakom.
Z definicji też nie reaguję jak zagadują mnie obcy ludzie. Fobię taką mam.
----
Tu mała dygresja.
Na lotnisku w Waszyngtonie zaczął do mnie wołać Murzyn siedzący dotychczas na podłodze pod ścianą.
- Madam, madam... - krzyczał.
Mnie się w takim momentach włącza opcja pt. przyspieszony krok, wzrok w inną stronę i mina z gatunku "zabiję, jak się nie odczepisz".
Murzyn mnie w końcu dogonił.
Leciał za mną z moim własnym szalikiem, który upuściłam.
Jak mi było głupio, to opisać nie umiem.
----
W sobotę pojechałam na cmentarz. Wypaliła się część zniczy, więc wyszłam z cmentarza, żeby dokupić wkłady. W bramie cmentarnej zagadnął mnie Starszy Pan.
- Czy mogłaby mnie pani wspomóc 2zł?
Coś takiego w nim było, że moje odruchy nie zadziałały. Przystanęłam i sięgnęłam po portfel.
W czasie, kiedy szukałam go w torebce Staszy Pan dodał:
- Ukradli mi portfel w tramwaju, 10 dni do renty, przyszło mi ludzi o pomoc prosić.
Dałam mu 5zl i poszłam po te wkłady.
Stoisko było niedaleko bramy, więc stałam w kolejce i patrzyłam na Starszego Pana.
Około 80 lat, bardzo czysto i schludnie ubrany. Sprawiał wrażenie zawstydzonego. Zrobiło mi się go żał. Pomyślałam, że za te 5zł to sobie dużo nie kupi.
Wracając z wkładami dalam mu jeszcze 20zl.
Złapał moją rękę, przycisnął ją sobie do ust i się rozpłakał.
Usiadłam przy grobie dziadków i też się rozpłakałam.
Być może mnie oszukał, być moze nikt go nie okradł. Jeśli tak, to zrobił to doskonale.
Ale jeśli mnie nie oszukał to znaczy, że nie ma nikogo, do kogo mógłby się zwrócić o pomoc. Nikogo, kto mógłby go wspomóc w takiej sytuacji. Wstrząsnęlo to mną.
Zarabiamy pieniądze, wychowujemy dzieci, jesteśmy zabiegani - pranie, sprzątanie, awantury o niewyniesione śmieci, o włosy w zlewie. Denerwujemy się bzdurami, o odległej przyszłości nie myślimy. Przecież mamy dzieci. Być może ten pan też miał dzieci. Pewnie też całe życie pracował. A jak go okradli w autobusie (szczyle cholerne!) to musiał obcych ludzi o pieniądze prosić.
Nikt z nas nie wie, co nam jest pisane na starość.
Próbowałam to potem wytłumaczyć Piotrowi, ale nie potrafił mnie zrozumieć. Na innych planetach żyjemy. Jeśli nie wydarzy się żadne trzęsienie ziemi po drodze, to emerytura Piotra pójdzie na kieszonkowe dla jego wnuków. On się nie musi marwić z czego będzie wtedy żył, bo on już te pieniądze ma...
A ja jednak trochę inaczej zaczynam myśleć o starości.
...
Jak wychodziłam z cmentarza kilka minut później Starszego Pana już nie było. Szedł wspierając się na lasce w kierunku przystanku autobusowego. W wolnej ręce trzymal obwarzanki...
Było w tym obrazku coś szalenie wzruszającego...
2 komentarze:
mam dokładnie to samo i zdarzała mi się dokładnie ta sama sytuacja co Tobie z szalikiem.
cóz,też mialam taka"szalikową " sytację;/.
I też pomoglam komuś pomimo iż nigdy nie daję żebrakom.
Bosz...kupilam babce żarcie w Mc,nie chciala kasy,chciala jedzenie
Prześlij komentarz