Kudłata nie dostała się do szkoły pierwszego wyboru. To było najlepsze liceum w Wielkopolsce.
Najpierw poczułam straszne rozczarowanie, bo w poprzednich latach tych punktów wystarczyłoby jej z palcem w nosie, ale potem przyszło opamiętanie. To były MOJE ambicje, nie jej. Ona od razu chciała iść do tego innego liceum. I tam, gdzie chciała, tam się dostała.
Ale, o matko, jakie to trudne...
Przeprowadzka się ciągnie jak guma do żucia. A właściwie nie przeprowadzka, tylko wykańczanie mieszkania.
Mieszkanie powoli nabiera kształtu, staram się nie odpuszczać drobiazgów, ale brakuje mi już sił.
IronMan...
IronMan jest. Ale ja oczywiście muszę szukać dziury w całym. Jak każdy facet (a przynajmniej większość) IronMan nie lubi mówić o uczuciach. A ja tego mówienia bardzo potrzebuję.
Widujemy się mniej więcej raz na dwa tygodnie, i chociaż to bardzo rzadko, to mam świadomość, że to jednocześnie bardzo często. Wiem, ile go to kosztuje.
I, o matko, jestem stara, gruba i brzydka.
I, o matko, znudzi mu się to przyjeżdżanie.
I, o matko, znajdzie sobie jakąś koleżankę w nowej pracy (tak, owszem, mam taką traumę po Łysym)
I oczywiście racjonalna część mojego umysłu mówi - biegał za Tobą siedem lat, doskonale wie, jak wyglądasz.
Miałaś w tym czasie lepsze i gorsze dni. Skoro Cię chce, to widać takie stare, grube i brzydkie mu się podobają.
Tylko co mi z tego, skoro racjonalna część mojego umysłu nie jest częścią dominującą?
A jak zostawia mnie samą, bo właśnie leci na 16-kilometrową przebieżkę (plan treningowy to świętość absolutna, mówiłam, ze triathlon jest przed mną?) to ogarnia mnie rozpacz z gatunku "boże, ja nawet kilometra nie przebiegnę, co nas łączy do cholery??"
(owszem, próbowałam, wymiękłam po 700 metrach, prawie się udusiłam z braku tlenu, a nawet gdybym się nie udusiła, to serce by nie wytrzymało)
I, oczywiście zrobiłam z siebie idiotkę któregoś dnia, kiedy zapytałam go (a wszystkie "poważne" rozmowy odkładam na czas spotkania, nigdy przez telefon) czy on za mną tęskni, jak się nie widzimy. Popatrzył na mnie, jakby mi cegla na głowę spadła i powiedział: a myślisz, że mi Poznań po drodze do Rzeszowa?
Co racja, to racja. Z Olsztyna do Rzeszowa przez Poznań się nie jeździ, ale ja po prostu czasami chcę USŁYSZEĆ.
Łysy mi kiedyś powiedział, że my kobiety robimy błąd, bo słuchamy co faceci do nas mówią, zamiast patrzeć na to, co robią. Że faceta ocenia się po czynach, nie po słowach. I faktycznie, jak daleko sięgnę pamięcią wstecz i przypominam sobie różne, nie do końca zrozumiałe sytuacje, to zawsze wszystko dawało się wyjaśnić, jesli zignorowało się to, co facet mówił.
I tak, wiem również, że w poznańskim triathlonie startuje specjalnie dla mnie. Że przyjeżdża tutaj zupełnie bez sensu w samym środku swojego urlopu, że zostawia nad morzem całe wakacyjne towarzystwo, z Synem włącznie, po to tylko, żeby pobyć te 3 dni ze mną, bo nie ma dzieci i możemy być ze sobą 24h/d. Bo mu powiedziałam, że żadnego faceta nie zamierzam dzieciom przedstawiać dopóki nie będę miała pewności, że to już na zawsze, a ponieważ do tej pory nic nie było na zawsze, to takiej pewności nie będę mieć nigdy, ergo - nie przedstawię dzieciom żadnego faceta, dopóki będą za mną mieszkać. (powiedział, ze rozumie i poczeka, ale w takim razie wakacje są nasze)
I jeszcze jedna rzecz mnie zadziwia. Nie umiem określić czy mnie to cieszy, czy martwi. Zadziwia po prostu.
Ja rozumiem, że on za mną siedem lat latał, że się tego króliczka nagonił, to jak go w końcu złapał, to chce się nim nacieszyć. Ale z samego faktu ganiania za króliczkiem nie wynika, czy na końcu ten króliczek wart był tego ganiania.
Brakuje mi trochę (czy raczej dziwi, że nie ma) takiego etapu poznawania się, przekonywania się czy do siebie pasujemy, czy rzeczywistość sprostała oczekiwaniom. Dla niego jest oczywiste, że skoro po 7 latach zgodziłam się pójść na kawę (Aniu, rezerwować apartament, czy dwójka nam wystarczy? / Jak dla mnie możesz rezerwować nawet dostawkę u kogoś, bo idziemy na kawę. I wypijemy ją w restauracji, a nie w pokoju. / Ale jak to?) to zbudujemy razem ten dom w Bieszczadach, gdzie na starość będziemy się grzać przy kominku.
I mogę nawet zrozumieć, że jego ego i wysoka samoocena nie dopuszczają wersji, że JA mogę nie być zadowolona, ale, na litość boską, przecież on przez te siedem lat wyrabiał sobie zaledwie OPINIĘ na mój temat. I ta opinia nie musi być prawdziwa. Czy on nie ma żadnej potrzeby weryfikacji?? Od razu kominek w Bieszczadach?
Tak wiem, wiem, takie gadanie nic nie znaczy, ale faceci z reguły unikają dalekosiężnych planów... A ten tutaj nie hamuje się wcale.
A Cleos pojechała na wakacje, więc nie mam do kogo wypłakiwać żalów.
Inna rzecz, że i tak, zamiast pocieszenia, wysłuchuję z reguły, że głupia jak but jestem.
4 komentarze:
Bo jesteś ale Cię kocham. Możesz dzwonić kiedy chcesz najlepiej między 8.30 a 10.30 rano jak się wylaszczam rozmowy są Kochana megatanie😁
kalibracja, weryfikacja, walidacja i certyfikacja
przeciez to moj slownik ... zawodowy !
Umarlam ;-)
eno, pszczółek nie umieraj!
Nastepnym razem postaram się o motylkach w brzuchu i tańcach w deszczu...
brawo za zauważenie czyje to ambicje. faktycznie okropnie trudne, ale dałaś radę. na tym tle z IronManem też dasz.
Prześlij komentarz