Mam ulubioną fryzjerkę. Nie jest jakaś specjalnie rewelacyjna, ale ja też żadnych rewelacji nie potrzebuję.
Co kilka tygodni robię sobie balejaż i podcinam. Nic wielkiego. Jest miła, ceny ma przyzwoite.
Przyjmuje w piwnicy bloku, nie ma kasy na pomocników, więc przyjmuje na staż uczniów szkoły fryzjerskiej.
Przez ostatnie trzy lata miała chłopaka. Chłopak straszny gaduła. Młody, rozemocjonowany, taki nieopierzony kurczak, ale widać, ze dobry człowiek.
18 lat. Ostatnio zaczął wrzucać wstawki o seksie.
Coś mi nie grało. Tak jakby chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział jak.
No cóż. Nie interesowało mnie to aż tak, żeby wnikać o co mu chodzi.
Chłopak kończy właśnie szkołę, więc kończy też stać u mojej fryzjerki.
Znalazł sobie pracę w dużym mieście. Będzie tam pracował i mieszkał.
Robiliśmy kolor. Nie spodobał mi się.
Przyszłam następnego dnia, żeby to poprawić. Była sobota. Chłopaka nie było.
Zaczęłyśmy rozmawiać z fryzjerką. O tym, czy była z niego zadowolona, jak się sprawuje nowa dziewczyna, którą przyjęła na staż, jak sobie chłopak poradzi sam w wielkim mieście.
W pewnym momencie fryzjerka zapytała:
- bo wie pani, że on jest gejem?
Nagle wszystko zaczęło mi pasować. Te teksty o seksie zupełnie bez związku. Podkreślanie dobrych relacji z kolezankami, zrozumienie duszy kobiecej, etc.
Wyjeżdża do dużego miasta, bo nie chce tu żyć. Małomiasteczkowa społeczność całe życie wytykałaby go palcami. Wolał uciec. Rozumiem go.
Miałam przyjemność poznać jeszcze innego geja, starszego nieco, który też zdecydował się uciec stąd, żeby rodzinie "wstydu nie robić". Bardzo miły, fajny chłopak. Siedzi w Londynie. Tam nikt go nie wytyka, takich jak on jest dużo, nikogo to nie interesuje, nikomu nie przeszkadza. Wracać do kraju nie zamierza.
Żle to świdczy o nas, naszej tokerancji, naszym braku szacunku dla innych.
Najgorsze, że wykształcone, mądre osoby nie są wolne od takiego... ciemnogrodu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz