31 lipca 2012

Lipiec 2012

4 komentarzy
Zbliża się sezon urlopowy.
Sezon urlopowy to czas wykupywania dodatkowych ubezpieczeń.
Nie mogę wyjść z podziwu, że ludzie nie czytają warunków ubezpieczenia.
Wiem, że czasami są długie (dla przykładu moje mają 29 stron A4 maczkiem), ale bez sensu liczyć na coś, czego nigdy nie dostaniemy.
Ubezpieczyciel nie powie nam przecież wszystkiego. Jak nas zna, to może powie nam więcej niż innym klientom, ale jego praca polega przecież na sprzedaniu produktu, a nie zniechęcaniu klientów!
Poza tym, nawet gdyby chciał, to takie 29 stron trochę czasu by mu zajęło…
Ja ubezpieczenia wybieram długo, i warunki czytam ZAWSZE. I zawsze PRZED wykupieniem ubezpieczenia.
Bo czasami są naprawde interesujące.
Przykład z wczoraj – ubezpieczenie od utraty bagażu. Przydaje się w podróży, bo różne przypadki chodzą po ludziach, prawda?
Interesujący punkt pod tytułem „wyłączenia”.
Ochroną ubezpieczeniową NIE SĄ objęte:
- gotówka
- bilety
- karty kredytowe
- biżuteria
- sprzęt audio-video,
- sprzęt fotograficzny
- telefony komórkowe
- sprzęt komputerowy
- książki, płyty
- sprzęt sportowy
- lornetki
- przedmioty będące wyposażeniem przyczep campingowych
- akcesoria samochodowe
- sprzęt medyczny, w tym okulary (w moich okularach same szkła kosztują 2000zł)
- przedmioty z futra lub wykończone futrem
- artykuły spożywcze
To co zostaje?
Ubrania, waciki, szczoteczka do zębów.
Wypas, prawda?
Pomijam fakt, że ubezpieczając się od utraty bagażu mamy na uwadze PRZEDE WSZYSTKIM to, co zostało wyłączone :)
O ubezpieczeniach pewnie jeszcze będzie :)
Czytanie umów, załączników, warunków to moje hobby :)

.

Brak komentarzy
Obudziałam się i lało.
Po dwóch godzinach nadal lało.
A plan na dzisiaj brzmiał: Licheń.
Znajomi, którzy tam byli mówili:
- O, k… musisz to zobaczyć.
No skoro muszę, to muszę. Wykorzystałam fakt, że nie ma dzieciaków i pojechałam.
Lało przez 70 km. Lało tak bardzo, że jazda była niebezpieczna i przez chwilę nawet żałowałam, że się w ogóle zdecydowałam na tę wycieczkę.
Przed Licheniem zaczęło się rozjaśniać. W samym Licheniu było już 30 stopni i bez deszczu :)
Ujmę to tak:
Byłam. Widziałam. Nie żałuję.
Co nie znaczy, że jestem zachwycona. Ale Polska to wolny kraj i każdy, kto ma kasę może z tą kasą robić co zechce. Nawet budować monumentalne bazyliki. A że klasy brak…. No cóż, nie zawsza kasa i klasa idą w parze.
Przy okazji wstąpiłam na plażę. Postanowiłam posiedzieć chwilę i poupajać się słońcem.
Usiadłam i… zasnęłam. Dobrze, że mnie nie ukradli :)
Potem polatałam jeszcze po Lesie Grąblińskim i wróciłam do domu.
Nie wykluczam, że dla osób wierzących, wycieczka do Lichenia może być przeżyciem duchowym.
Dla mnie nie była, ale zwiedzanie miejsc kultu religijnego zawsze mnie fascynowało.
Oczywiście po drodze znowu zaczęło lać. Jakżeby inaczej…
Brak komentarzy
Uprzejmie informuję, że Cleos dotarła szczęśliwie.
Jest zmęczona, ale zadowolona. Nie ma czasu na pisanie SMSów do Wszystkich Zainteresowanych.
Więc piszę ja.
PS. Wiem, nie zaczyna się zdania od więc :)
1 komentarz
Mówiłam już, że dat nie świętuję?
Pewnie mówiłam wiele razy…
Staram się pamiętam o najbliższych, ale nie zawsze się udaje.
Lipiec jest pod tym względem wyjątkowo ciężki.
* imieniny mamy
* urodziny Kudłatej
* urodziny ojca
* imieniny brata
* imieniny bratanka.
Każdego dnia budzę się spocona – czy DZISIAJ mamy jakąś okazję?
Do tego dochodzą jeszcze moje imieniny. Niestety MUSZĘ o nich pamiętam, bo takie jest oczekiwanie w pracy – że przyniosę tort.
W tym roku się zbuntowałam. Powiedziałam – sorry, nie obchodzę imienin. Nie kupujcie mi żadnego wina, ani nic innego. Nie będzie ciasta, tortu, niczego.
Asertywność zaczyna mi buchać uszami. Zastanawiam się czy nie za bardzo.

.

Brak komentarzy
Kudłata zadzwoniła od razu w poniedziałek.
Pani gospodyni zgodziła się na kota. Mam przywozić.
Zrobiło mi się słabo… 7-8 godzin w jedną stronę. Razem 15-16… Cały dzień.
Się obiecało, to się ma.
Złapała mnie w samochodzie. Umówiłyśmy się na telefon później.
Siedziałam i myślałam. Jedyna opcja to pojechać w niedzielę. To mój jedyny wolny dzień w tym tygodniu.
Jaki święty odpowiada za podróżowanie? Święty Krzysztof?
Powinnam była urodzić się w jego święto.
Tak się jednak nie stało. Patronem dnia moich urodzin jest Św. Rafał Kalinowski – orędownik w sprawach trudnych i beznadziejnych.
O 20.15 zadzwoniła Kudłata. Klucha nie chce kota, tata nie chce kota. Mam nie przywozić.
Orędownik w sprawach trudnych i beznadziejnych… To naprawdę dużo tłumaczy :)
PS. A w poprzedniej notce chodziło o LA TE. Naprawdę potrzebowałam chwili, żeby zrozumieć, że to jednak nie chodzi o herbatę :)

.

2 komentarzy
Po pierwsze.
Zrobiłam rano kawę. Usiadłam z kawą na kanapie. Przyszedł kot, wskoczył mi na kolana, uderzył głową w filiżankę. Kawa wylądowała na mnie, na kanapie, na podłodze…
Po drugie.
Kocham kawę. Szczególnie z ekspresu. Zwłaszcza z mojego.
Żeby móc pic nieustannie i wciąż, kupiłam sobie także kawę bezkofeinową.
Niestety kawa bezkofeinowa nie współgra z moim ekspresem.
Ekspres charczy, warczy, puszcza parę wszystkimi otworami, ale kawy nie daje…
Po trzecie.
Spaliła się żarówka w toalecie.
Żaden dramat. Jak każda szanująca się kobieta mam zapasowe.
Pierwszą potłukłam.
Przy drugiej stłukłam goleń. Bardzo stłukłam. Boli przy każdym ruchu.
Ale żarówkę wymieniłam.
Po czwarte.
Zamek w Gołuchowie to nie tylko zamek.
To także muzeum leśnictwa. Wcale nie nudne.
Z cudną czasową wystawą na temat fal dźwiękowych, fal świetlnych, nieba, okreslania czasu przez starożytnych i ich sposobów na mnożenie, dodawanie, zamianę zapisu dziesiętnego na zero-jedynkowy i takie tam.
Niestety wystawa w połowie sierpnia przenosi się do Gdańska, więc będę musiała wybrać się nad morze, żeby to dzieciakom pokazać. Kudłata będzie piała z zachwytu.
Poza tym szkoda, że nie odkryłam tego muzeum, jak w szkole była nauka o glebach…
Oprócz muzeum jest także piękny 160-hektarowy park.
Są żubry.
Jest knajpa z porządną kawą. Jedzenia nie sprawdzałam, bo miałam swoje, ale kawa naprawdę dobra :)
Jest także zalew z plażą (nawet zamoczyłam nogę).
Jest w lesie, niedaleko plaży, największy w Wielkopolsce głaz narzutowy.
I pomnik ku czci pomordowanych w czasie II wojny.
Biorąc pod uwagę moją obolałą nogę wyprawa była całkiem wyczerpująca.
Po piąte.
Myłam samochód w myjni samoobsługowej. 12 minut, bardzo porządnie.
Po myciu zostały jednak zacieki, ślady po muchach, etc.
Elf jest nowy. Można go nie lubić, ale czysty ma być.
Wzięłam ścierkę, żeby doczyścić te slady po muchach.
Po przetarciu połowy maski ścierka byla czarna.
To tyle jeśli chodzi o 12 minut mycia…
Po szóste.
Zrobiłam herbatę. Usiadłam na kanapie.
Przyszedł kot, wskoczył na kolana, uderzył głową w kubek.
Mam poparzony dekolt.
Po siódme.
Dzieci wróciły z Węgier. Jutro jadą do Wisły.
Kudłata zadzwoniła z histerią, że zabrałam kota.
Kot w T. był ewidetnie samotny, więc go wzięłam do domu.
Tutaj go pieszczoszę. Tam nie miał kto.
W obliczu histerii i poparzonego dekoltu złożyłam obietnicę, że jeśli warunki w Wiśle będą sprzyjające zawiozę jej tego kota.
We wtorek zrobiłam trasę: dom – Juchy – Będzin – T. – Czeladź – Juchy – Łódź – dom. 816km.
To co, do Wisły i z powrotem nie dam rady?
Tylko gdzie ja to wcisnę czasowo? W nocy chyba.
Po ósme.
Mam dla Państwa niespodziankę.
Kawa w muzealnej kawiarni byla naprawdę dobra w smaku. Z porządnego ekspresu.
Uważam, ze ogólnie znam się na kawie. A jednak czasami daję się jeszcze zaskoczyć.
Ciekawe czy zwrócą Państwo uwagę na to samo, co ja :)

.

2 komentarzy
Próbowałam namówić Y na wycieczkę do Gołuchowa jutro.
Niestety, Y woli inne towarzystwo.
Ale ponieważ przeżywam podobną fascynację ostatnio, to nawet nie strzeliłam focha.
Trudno. Zamek w Gołuchowie zwiedzę sama.
Mam co prawda sporo pracy, ale trzeba trochę wyluzować, prawda?
Praca – nie zając, amerykański kapitalista może trochę poczekać.
_______
Czytam trzy książki naraz. Każdą w innym pokoju. Czy to jeszcze norma, czy już odchylenie?
_______
Mona Lisa skończona. Następne puzzle już jadą. Póki co, nie wiem co zrobić z tymi.
Z puzzlami jest zawsze ten problem, że tyle pracy wkłada się w ich ułożenie, że żal potem rozwalać…

.

3 komentarzy
Od ponad 10 lat piszę tego bloga.
Zaczynałam kiedy Kluchy nie było na świecie.
Zżyłam się z tym miejscem i chyba nie umiem już się obejść bez niego.
Blog.pl przysłał mi maila, że teraz czy chcę, czy nie chcę będę miała nowego „ulepszonego” bloga.
„Ulepszony” blog nie tylko jest dużo gorszy – jest tak dobry, że nie umiem go obsługiwać.
Próbowałam – poddałam się.
Ma ktoś jakiś pomysł jak przenieść zawartość tego bloga (było, nie było 10 lat mojego życia) w jakieś inne, bardziej przyjazne miejsce?

.

7 komentarzy
Wiedzieliście, że od września Roma wchodzi z nowym przedstawieniem?
Deszczowa Piosenka.
Na sobotnie seanse do końca listopada nie ma już praktycznie żadnych dobrych miejsc.
A mnie pasuje tylko sobota. W tygodniu Warszawa zdecydowanie mi nie po drodze.
Znalazłam w końcu. Jedno. Jakby specjalnie na mnie czekało.
No to nabyłam :)

.

Brak komentarzy
Walizka dojechała o 17.40. Pan, który ją przywiózł ewidentnie czekał, aż mu coś za to odpalę.
Niedoczekanie. Lufthansa mu płaci. Nie moja wina, że się musiał fatygować aż z Poznania.
A ja, dzięki temu, że nie miałam walizki, po raz pierwszy od bardzo dawna spędziłam dzień na samych przyjemnościach.
Nie mogłam prać, bo brudne ubrania były w walizce.
Nie mogłam pracować, bo wszystkie papiery były w walizce.
Nie mogłam się uczyć, bo ładowarka do laptopa była w walizce.
No to układałam puzzle. Konkretnie Mona Lisę. Ułożyłam prawie całą. Zostało mi 250 klocków samego czarnego :)
Mam jeszcze do ułożenia mapę Europy, ale to zostawiam na Juchy z dzieciakami. Niech się uczą geografii :)
Ostatnio pewien znajomy oskarzył mnie, że nie robię nic dla siebie. Że wszystko, co robię musi mieć jakiś sens i cel.
Poczułam się zaatakowana. Chciałam się obronić. I… nie bardzo potrafiłam.
Nawet książki czytam wtedy, kiedy nie mogę robić nic innego – na przykład w samolocie.
No to dzisiaj poszalam :) Cały dzień nie robiłam nic pożytecznego :)
Ale teraz koniec laby. Trzeba nadrobić zaległości.

.

2 komentarzy
Ktoś mi chyba źle życzy?
W tamtą stronę było z przygodami. W tę z jeszcze większymi.
Bagaż gdzieś fruwa… Bywa. Nie mnie jedną to spotkało. Połowę samolotu. Też bywa.
Szczoteczkę i pastę do zębów już sobie kupiłam.
A teraz idę układać puzzle, bo ładowarka do laptopa też była w walizce…
No to… miłej soboty.

.

2 komentarzy
Byłam. Widziałam. Mogę umrzeć.
No nie… :)Z tym umieraniem przesadziłam :)
Spełniłam jedno z marzeń mojego życia. Strasznie fajne uczucie, wiecie?
Jestem bardziej niż zadowolona. Wrażenia niesamowite.
W skali od 1 do 10 – corps de ballet na 8-9, reszta na 10.
Dla porównania balet Teatru Wielkiego w Poznaniu na 2-3.
Idę ochłonąć :)
_____________
I rozmawiałam z dziećmi przez Skype – znaczy: oprócz fonii miałam także wizję :)
I to one zadzwoniły, nie ja :)
Urodziny mam dzisiaj czy co?

.

Brak komentarzy
Bilet odebrałam.
Problemów nie było żadnych.
Przy okazji sprawdziłam, że teatr ma 21 wejść… Które jest moje?
Wszyscy w biurze już wiedzą, że idę jutro do teatru. Każdemu dzisiaj o tym opowiadałam.
Uwierzycie, że wielu z nich nigdy tam nie było? Dżizas…
I’m really excited.

.

4 komentarzy
Lubię w Luthansie to, że mysli za mnie.
Już dawno nie byłam taka nieogarnięta jak dzisiaj.
Cleos by pewnie ze mną nie wytrzymała. Jest 21.54, a ja nawet nie zaczęłam się pakować.
Dopiero przed chwilą sprawdziłam, czy moja wiza do Rosji jest jeszcze ważna :)
Odprawiłam się, taksówkę w Moskwie zamówiłam. Jutro tylko sprawdzę w którym hotelu mieszkam – byłoby głupio nie wiedzieć dokąd biedny taksówkarz ma mnie zawieźć.
Nasza-klasa przypomniała mi, że moje dziecko ma jutro urodziny. Jutrzejszy dzień jest tak szalony i tak napięty, że serio obawiam się, że o niej zapomnę.
Zresztą – pamiętanie o datach nie jest moją najmocniejszą stroną. (Kate coś o tym wie)
Nie świętuję dat z zasady. Jeszcze nikt do tej pory nie potrafił mi wytłumaczyć, dlaczego rocznica urodzin jest taka ważna.
Albo Sylwester na przykład. Czy też inne ostatki.
Bawię się, kiedy mam ochotę się bawić. Sprzątam, kiedy mam ochotę sprzątać. Fajerwerki odpalam wtedy, kiedy mam na to ochotę.
(Nawiasem mówiąc niech się Smok szykuje, bo w tym roku na Juchach znowu będą – obiecałam Kudłatej).
Próbowałam sobie wczoraj przypomnieć ważne daty z mojego życia.
Pamiętam datę urodzin, bo mam ją w dowodzie i często mnie proszą o jej podanie. Samego faktu narodzin oczywiście nie pamiętam.
Pamiętam, w którym roku zdałam maturę i w którym się obroniłam.
I na tym się kończy.
Nie pamiętam już nawet kiedy skończyłam studia podyplomowe.
Daty urodzin dzieci pamiętam, acz muszę sekundę pomyśleć. Wyrwana nagle ze snu na pewno ich nie wyrecytuję.
Datę ślubu miałam na obrączce. Pamiętam rok i miesiąc. Nad dniem muszę się zastanowić.
Nie pamiętam pierwszej randki, nie pamiętam pierwszego pocałunku, ba! nie pamiętam pierwszego chłopaka – chronologia mi siada :)
Nie pamiętam w którym roku mój brat się ożenił. Nad datą urodzin bratanka muszę pomyśleć dłuższą chwilę.
Za to pamiętam wiele pojedynczych scen z mojego życia. Pamiętam gdzie, pamiętam z kim, pamiętam dlaczego. Pamiętam z jakiej okazji i w jakich okolicznościach.
No i co z tego, że nie pamiętam KIEDY?
Dobra, idę sie pakować, bo jeszcze hiszpański przecież czeka.
PS. Nawiasem mówiąc mój hiszpański uraczył mnie właśnie zdaniem:
El accidente de avión fue horrible, murieron todos los tripulantes
Więc może jednak trzymajcie kciuki i sprawdzajcie żółty pasek na TVN24?
Lecę przez Monachium. W Monachium jestem w okolicach 21-ej, w Moskwie ląduję 2.30 w nocy czasu lokalnego.
Czy ktoś poczeka, żeby sprawdzić czy czasem nie morí gdzieś po drodze?

.

7 komentarzy
Myślę i myślę o tym hasłowaniu bloga.
Zamknęłam go, bo nie podobało mi się, że czytają go ludzie, którzy znają mnie, znają moje dzieci, mijają mnie w sklepie, na ulicy, mówią dzień dobry, a ja nie wiem, że znają intymne szczegóły z mojego życia.
Ale każdą porażkę można przekuć w sukces.
Może powinnam WYKORZYSTAĆ to, że czytają?
Może nie mówiąc wprost, przekazywać wszystko to, co chcę przekazać?
Mam niepowtarzalną okazję wykreować dokładnie taki wizerunek, jaki mi pasuje :)
Tylko gdzie wtedy będę pisać to, czego nie będę mogła napisać tu?

.

4 komentarzy
no to czekamy na siatkarzy…
PS. Jak Wam przeszkadzają 34 stopnie można, na przykład, poprasować.
Dwie godziny przy rozgrzanym żelazku pozwalają spojrzeć na temperaturę z innej perspektywy.

.

2 komentarzy
Czy myślicie, że Radwańska ma jakąś szansę w starciu z takim czołgiem jak Williams?
Od ponad dwudziestu lat oglądam tenis. Kochałam się w Stefanie Edbergu, uwielbiałam Steffi Graf.
Nie przypuszczałam, ze dożyję czasów, kiedy w finale Wielkiego Szlema będzie grała Polka*
Williams jest zaprzeczeniem tego wszystkiego, co w tenisie piękne. Byłoby cudownie, gdyby Radwańska dała radę.
No nic, trzymajmy kciuki. Cuda się zdarzają.
* lepiej, że Polka niż Polak :) Kobiety górą!

.

3 komentarzy
Co racja, to racja :) Wchodzę w propozycję Demi.
Wybieram podryw na parkingu przed supermarketem. Lidl może być? Czy lepiej Biedronka?
Temperatury takie, że nawet nago mogę wystąpić :)
Czujecie te nagłówki w śremskich gazetach?
Naga kobieta spod Biedronki odwieziona do szpitala psychiatrycznego.
No… to by się chyba kwalifikowało pod bycie niegrzeczną :) :)
_______________
Gdyby nie powodzie i gradobicia napisałabym tutaj: pogodo nie odchodź! 30+ zdecydowanie mi odpowiada.
Kiedy jednak patrzę na zniszczenia w innych częściach Polski robi mi się głupio.
To już niech będzie chłodniej.
_______________
Przedwczoraj miałam pracować w domu. Rano okazało się, że zapodziałam bardzo ważny notes. Notes znalazł się w torbie u koleżanki, ale stanęłam przed faktem, że albo pracuję bez bardzo ważnego notesu, albo jadę do biura. Wybrałam biuro.
Późno było, trzeba się było szybko ubrać. Ubrania nieuprasowane.
Stanęłam przed szafą. Spojrzałam na nową spódnicę, którą dostałam od mamy – długą, białą.
Uznałam, że nadaje się doskonale. Ubrałam się i poleciałam do pracy.
Już kiedy wchodziłam do biura i zobaczyłam swoje odbicie w szybie, coś mi nie pasowało… Zlekcewazyłam. Późno było.
Drugi raz zobaczyłam się w szklanej szybie w moim pokoju. Spódnica była PRZEZROCZYSTA.
Całkiem przezroczysta.
Jak ja CIĘŻKO pracowałam! Normalnie nawet wyjść na kawę nie miałam czasu…
za to wiem już, że spódnica idealna na plażę. Albo na Juchy.
_______________
A poza tym, tylko krowa nie zmienia zdania.
A ja wszak nie krowa?
Uwielbiam Cleosię, krowy i zmienianie zdania.
I jeszcze w ramach wakacyjnej odmiany zamierzam pobawić się w biedną, niezaradną kobietkę :)

.

5 komentarzy
Świruję bez dzieci.
Cały rok czekałam, żeby pojechały na wakacje, a teraz nie daję sobie bez nich rady.
Głupoty mi chodzą po głowie, wymyślam problemy, które nie istnieją, łapię doły całkiem bez sensu.
Niech mi ktoś szpadlem przywali, bo przecież wytrzymać się ze mną nie da.

.

5 komentarzy
Bilet w Bolszoj już na mnie czeka :)
Zadzwoniłam, sprawdziłam. Wszystko OK. Mogę odebrać nawet w dniu przedstawienia :)
Nawet nie wiecie, jak się cieszę.
______________
Kciuki się przydały. Dałam radę. Lekko nie było, ale chyba poszło tak, jak trzeba.
______________
Czy uwierzycie, że w Śremie nie można kupić forintów?? Nie ma i już. Nie sprzedają. Trzeba jechać do Poznania…
______________
Straciłam motywację do pracy. Do paru innych rzeczy też.
Pracuję nad tym.

.

1 komentarz
Sprzątałam dzisiaj pokój Kluchy.
Znalazłam książkę i dyplom uznania za bardzo dobre wyniki w nauce… tja… Nawet się nie zająknął.
___________
W tym roku na Juchach obowiązkowym strojem będą kiecki i szpilki. Przynajmniej raz.
Jeszcze tylko trzeba o tym poinformować Babcię Halinkę.
___________
Pamietacie Buraka? Tego, co mi życie w pracy zatruwał, aż w końcu go wywalili?
Otóż Burak miał zwyczaj awansować bardzo młode, bardzo ładne dziewczyny.
Nieważne, że bez doświadczenia i nieważne, że czasem głupie.
Awansował takie cztery.
Trzy z nich właśnie złożyły wypowiedzenia.
Niestety, czwarta – najbardziej zatruwająca mi życie – zostaje.
____________
Jutro od 10-tej proszę trzymać kciuki za to, żebym umiała zachować spokój.

.

Brak komentarzy
Hiszpania wygrała, ale wielkiego widowiska nie było.
Półfinały dostarczyły znacznie więcej emocji.
_____________
W czwartek zatrzęsła się ziemia.
Jak każde trzęsienie ziemi – znienacka i niespodziewanie.
Na razie staram się podsumować straty.
Są tacy, którzy dopatrują się w tym wszystkim pozytywów.
Ja, póki co, nie umiem.
_____________
Nie wiem co z tym remontem u Kudłatej…
Nie mogę nikogo znaleźć, a sama tego nie zrobię…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz