9 sierpnia 2012

Marchewka

Mam koleżankę. Koleżanka ma córkę w wieku Antośki.
Córka, nazwijmy ją Zuzia, chodzi do katolickiej szkoły. Chociaż koleżanka jest zdecydowanie niewierząca. Ale podobno w tej szkole są lepsze warunki. Może i są.
Koleżanka chodzi grzecznie na wszystkie zebrania, bierze udział we wszystkich akcjach organizowanych przez szkołę, etc. Ogólnie - udziela się.

Córka religijnie nakręcona jest bardzo (nic dziwnego w sumie). Koleżanka przed własną córką nie przyznaje się do ateizmu.
Hipokryzja kwitnie.
Dodać należy, że koleżanka rozwódka i spotyka się z rozwodnikiem.

Dziecko robi z nią co chce - pilnuje, żeby mama odnosiła kubki do kuchni, ścieliła łóżko i odkurzała meble.

Mama z kolei chce wychować córkę na świętą. Nie przeklina przy niej, nie pozwala nikomu zapalić papierosa. Kochanek nie może zostać na noc. A że jest nietutejszy - musi się na noc wynosić do hotelu.
Marzeniem mamy jest, żeby córka nigdy nie spróbowała papierosów, alkoholu, narkotyków.
Cola i chipsy też są zakazane.
Do kina biorą ze sobą pokrojoną marchewkę - zamiast popcornu.

Możliwości widzę dwie - albo wyrośnie jej świętoszkowata dziewica, bez kontaktu z rówieśnikami - samotna i nieszczęśliwa, albo jak jej się Zuzia zbuntuje, to się matka nie pozbiera.

Sami robilismy w życiu mnóstwo głupot. Każdy kiedyś próbował papierosów. Co nie znaczy, ze każdy został nałogowym palaczem. Każde doświadczenie jest w życiu potrzebne. Żeby móc wybrać.
Rodzicie nie powinni dokonywać wyborów za swoje dzieci. Kiedyś przyjdzie im za to zapłacić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz