6 listopada 2012

Wolontariat made my day

Kudłata zgłosiła się do szkolnego wolontariatu.

Wczorajszy dzień z definicji miał być lekko zajęty. Całodzienne spotkanie w pracy, potem od razu fryzjer i na sam koniec siłka*.

Dzieciaki miały mieć kółka (Klucha - szachowe, Kudłata - matematyczne) i miały wrócić późno, więc wydawało się, że wszystko w miarę gra.

W ciągu dnia rozwinęła się między mną a Kudłatą konwersacja SMS-owa.
(SMS-owa - bo ja na spotkaniu, ona w szkole)

- Mama, na jutro ciasto
- Jakie ciasto???
- Sernik albo jabłecznik
- Jaki sernik? O czym mówisz???
- Wolontariat

Wkurzyłam się. Kudłata umie piec babeczki i kruche ciasteczka, ale nie całe ciasto! Znaczy - muszę upiec ja. A ja nie mam czasu, ani ochoty. Poza tym - to nie ja jestem wolontariuszem.

- i zobowiązałam się do jednorazowych kubków i talerzyków. Też na jutro.
- Ile?
- Po 100
- Oszalałaś??
- nie.

Znowu się wkurzyłam. Myślałam, że wolontariat polega na pomaganiu, działaniu, organizowaniu, a nie na KUPOWANIU.

Do wieczora się mijałyśmy. Nie było szans na normalną rozmowę. Po fryzjerze poleciałam do sklepu, kupiłam składniki na ciasto, blachę do pieczenia, jednorazowe kubki. Przy talerzykach zaczął się problem - były tylko 24 sztuki i godzina 20.

Zadzwoniłam do Kudłatej i kazałam decydować - albo sama szuka talerzyków, a ja piekę, albo ja szukam, a ona piecze. Zgadnijcie co wybrała.
Poleciała szukać. Późno już było, mało sklepów otwartych. Przeleciała wszystkie PeeSeSy, Lidle, Biedronki. Nigdzie nie było.

Ja w międzyczasie wyrobiłam ciasto, ubilam pianę, obrałam i starłam jabłka, wyłożyłam blachę papierem. I czekałam. Bo wszak to ona jest wolontariuszem. Nie ja.

Okazało się, że w naszym sklepiku pod blokiem było jeszcze kilka jednorazowych talerzyków. Wykupiła wszystkie 48 sztuk (za pięć dziewiąta) i wróciła.
Ciastem się przejęła, nie opuszczała mnie nawet na minutę, wszystko komentowała, kazała równiej rozkładać jabłka, dokładniej wyrównywać pianę.

Problem zaczął się przy wkładaniu do piekarnika.
Piekarnik mamy gazowy. Nigdy w życiu nie piekłam nic w piekarniku gazowym. Nie wiem jak się ustawia temperaturę. W ogóle nic nie wiem. Wstawiłyśmy jak umiałyśmy najlepiej, nastawiłyśmy minutnik na 50 minut i czekałyśmy. Po 50 minutach ciasto wyglądało na surowe. Dołozyłyśmy jeszcze 10 minut. Potem jeszcze 5, i jeszcze 5, i jeszcze niezliczoną ilość razy 5.
Wyjęłyśmy to ciasto w końcu koło 23-ej. Bez pewności, że wyszło.

___________

W szkole był dziś Dzień Wolontariatu. Ciast było 11. Dzieciaki sprzedawały po 1zl za kawałek.
Sprzedały wszystkie. Nasze skończyło się jako drugie. (Kudłata i Klucha dostali przykaz kupić przynajmniej po jednym kawalku - kupili).
Z pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży mają być zwrócone koszty talerzyków i kubków.
Cała impreza udała się nadzwyczajnie. Kudłata bardzo przejęta i bardzo zadowolona.
Zatem bilans jednak na plus.

Oprócz tego były szkolne eliminacje do konkursu Sudoku. Kudłata przeszła do następnego etapu.
W dodatku miała dziś zwolnienie z basenu.

Dawno nie widziałam jej takiej radosnej...

____________

Klucha zdecydował jednak, że chce trenować piłkę. Jutro mam dzwonić do trenera. Trochę jestem przerażona. Jest jesień, jest ciemno - wszędzie trzeba go zawozić i przywozić.

Poniedziałek - piłka
Wtorek - basen
Środa - piłka
Czwartek - piłka
Piątek - taekwondo.

Ciekawe ile wytrzyma i z czego pierwszego zrezygnuje.
Istnieje też opcja, że pierwsza padnę ja.
Póki co - w czasie kiedy on na zajęciach, ja mogę na siłkę. Nieprawdaż?

_____________
* Siłka - w slangu siłownia.
Mam zdolności językowe, czyż nie? :)

3 komentarze:

demirja pisze...

heros kobieta jesteś :P

kurcze... hm... jak nic tak rozlicznych zajec u Nielata i wolontariatu w tym wydaniu to moj budżet by nie wytrzymał nawet przez jeden miesiac :| ... zwlaszcza, ze jabcoki i serowniki to musialabym po 2 na mus piec... 1 do szkoly... 2 zeby rano bylo co do szkoly zaniesc ;)

... na szczescie Nielat ustawia sie zawsze tak, ze on jako "poganiacz niewolnikow" ... a ciasta to jak mus, to piecze Babcia nr 2 (czyli ta co już na emeryturze w domu)

p. pisze...

od kiedy w ramach wolontariatu zrobilam makowiec i w tutejszej szkole zgorszone nauczycielki wziely mnie za narkomanke mam ten wolontariat w szkole w bardzo duzym poszanowaniu ;-)

cattleya pisze...

Ty i siłka? Przyjdzie mi to dłużej trawić:)
Ale rzecz jasna szacun!

Prześlij komentarz