Hołownia wart był każdej złotówki na niego wydanej i każdej minuty z nim spędzonej.
Złotówki nie moje, bo dostałam w prezencie.
Minuty moje, ale mogłoby być ich więcej.
W życiu nie przypuszczałam, że tak mnie wciągnie książka, bądź co bądź, siejąca katolicką propagandę. Więcej takich Hołowni i nie mielibyśmy kryzysu wiary w Polsce.
Sama bym się nawróciła, ale już za stara jestem.
Za to z merlina jedzie kolejny Hołownia.
1 komentarz:
Osobiście jestem wielbicielką pana Hołowni od dłuższego czasu. Pomimo drobnych różnic w światopoglądzie:)
Prześlij komentarz