26 lutego 2013

21 godzin

Nadal nie mogę się nadziwić, że do Genewy najbliżej przez Kopenhagę, a do  Moskwy przez Monachium.
Ale to może dlatego, że jestem na nogach od 21 godzin.

Spotkałam (a może raczej - widziałam)  mężczyznę z moich snów. Nic z tym nie zrobiłam, bo okazał się był pilotem SAS. Na co mi pilot SAS?

4 komentarze:

demirja pisze...

z tymi facetami ze snów, zawsze jest problem... jak już realnie ich spotkasz, to nagle okazuje się, że lepiej byłoby gdyby i tak w tych snach pozostali ...

p. pisze...

-> demirja , i do tego wlasnie jest potrzebna analiza wielokryterialna , krolewicz niestety siorbie przy stole, albo obgryza paznokcie ;-)

cattleya pisze...

Może zatem lepiej obstawiać tych, co uczą królewięta manier albo wiedzy naukowej? Nie od dziś wiadomo, że kobiety lecą na inteligencją jak ćmy do świecy - patrz taki Hawking. Te jego dwie czy trzy żony musiały polecieć na jego geniusz! No bo na co?

p. pisze...

who, a co do pilotow SAS to uwazaj bo pija nawet na sluzbie :-)
http://www.airliners.net/aviation-forums/general_aviation/read.main/5462134/

Prześlij komentarz