12 lipca 2013

a jednak nie...

A jednak nie po ptakach.

Dziewczyna zapowiedziała podanie nas do sądu. Jest rozczarowana, że musi podać do sądu pracodawcę, a nie MNIE osobiście.
Intensywnie szuka kogoś, kto przyzna jej rację, że ja jestem be, a ona super. Na razie nikogo takiego nie znalazła. Wszyscy stoją murem za mną.
Napisała nawet do mojej szefowej, że ona nie rozumie czemu whoever podjęła taką decyzję, jaką podjęła i że ona jest samotną matką i została teraz z niczym. Szefowa odpisała jej grzecznie, że bardzo jej przykro z powodu trudnej sytuacji życiowej, ale jest dumna, że ma whoever w swoim zespole i ufa jej w 100% i decyzja whoever jest jedyną słuszną (grubo pojechała, ale oj tam :) )
Do tego jeszcze Rada Pracownicza, Site Manager, HR i kto tylko jej przyjdzie na myśl.
To wszystko oczywiście za moimi plecami.
Do mnie się nie odzywa, udaje że nie widzi. Ja jej pierwsza mówię dzień dobry, a miła jestem, że aż mdli

Ale najlepsze jest to, że nie podpisala porozumienia zwalniającego ją ze świadczenia pracy. Powiedziała, że ona będzie przychodziła do pracy i chce, żebyśmy jej tę pracę zapewnili.

W opini wszystkich zaangażowanych jest to zwykłe robienie na złość i granie na nerwach. Szczególnie, że nie ma już dostępu do systemu, więc tak naprawdę pracować nie ma na czym...
Moja szefowa zaproponowała, żeby usiadła na krześle i czekała czy telefon nie zadzwoni.

Nie wiem o co dziewczynie chodzi, bo na pewno nie o przywrócenie do pracy. Wywalczyć nic nie wywalczy, bo na okresie próbnym mamy prawo ją zwolnić, a opinię ma w tej chwili taką, że gdyby ktoś nawet mógł jej pomóc, to nie będzie chcial tego zrobić.

Ze wszystkimi pytaniami dotyczącymi organizacji swojej pracy w tym okresie, który jej jeszcze pozostał lata do HR. Za każdym razem HR odsyła ją do mnie, bo to ja jestem jej przełożonym. I za każdym razem jest strasznie niepocieszona, że musi coś do mnie powiedzieć...

Na pytanie Szefowej HR: wiedząc już jak się skończyła Twoja współpraca z whoever, gdybyś mogła zacząć jeszcze raz - co byś zmieniła?, odpowiada - nic. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Whoever jest po prostu złym menedżerem.

Różnica między nią a nami polega na tym, że my zastanawiamy się gdzie popełniliśmy błąd i jak uniknąć takiej sytuacji w przyszłości, ona zaś uważa, że idealna jest właśnie taka, jaka jest i to firma ma się dostosować do niej.

Kolejne dni będą ciężkie.

2 komentarze:

ds pisze...

znam osobę, która ma takie podejście do życia, ale on by się obraził i do żadnego sądu nie poszedł. muszę przyznać, że to co piszesz, jest przerażające.

ds pisze...

chyba że to ten sam typ, nagada o pójściu do sądu, a nigdzie nie pójdzie, to wtedy tak, znam to na wylot.

Prześlij komentarz