Kilka (kilkanaście?) dni temu do pracy ruszyli sprzątacze dróg. Całe ich hordy sprzątały śmieci pozostałe po zimie. Na trasie, którą codziennie jeżdżę do pracy widziałam ich kilkudziesięciu. Stałam przez nich w korku.
Po południu tego samego dnia, na poboczu wzdłuż całej trasy leżały pięknie zawiązane worki śmieciowe, naszykowane do wywiezienia.
I leżą tam do dzisiaj. Niektóre pięknie zawiązane nadal, inne niekoniecznie.
Ot, obserwacja taka.
PS. Kudłata była na dwudniowym rajdzie jeździeckim. Dzisiaj się nie może ruszyć :)
A poza tym mistrzostwa świata w snookerze. I to mnie ratuje ostatnio, bo to, co pokazują w telewizorze, to... szkoda gadać. Póki co, Trump gra dalej, Robertson gra dalej, a ja kibicuję.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz