15 lutego 2015

Współpracowników się nie wybiera

Teoretycznie mamy ruchomy czas pracy. W praktyce 90% osób wychodzi o 16tej,


Ja o 16tej nie wychodzę nigdy, bo przyjazd na godziną ósmą leży poza moimi możliwościami.
Jak dobrze pójdzie przyjeżdżam na 9tą, jak trochę gorzej, to jestem przed 10tą, a jak nie pójdzie w ogóle, to pracuję z domu.


Razem ze mną, po 16tej zostaje część Customer Service - ta część, która odpowiada za kraje południowe, gdzie jak wiadomo, kończy się pracę później niż o 16tej. Jest wśród nich kilku cudzoziemców.


Zostają zatem oni i ja. Biuro jest już prawie puste, telefony dzwonią rzadko, koledzy spędzają ten czas na luźnych rozmowach, nierzadko bardzo głośnych, Trochę mnie to nawet wkurza, bo ja po południu nabieram rozpędu i po 17tej dopiero zaczyna mi się dobrze pracować.


W piątek byłam świadkiem rozmowy, jak jedna z koleżanek (Polka) opowiadała koledze (Szwajcarowi), że w całym swoim życiu przeczytała jedną (JEDNĄ!!) książkę. I że było to "W 80 dni dookoła świata". A przeczytała to tylko dlatego, że się z kimś założyła. Wszystkie pozostałe lektury szkolne starannie omijała, czytając streszczenia, albo prosząc mamę, żeby czytała jej na głos.
Bardzo się litowała nad biednym Szwajcarem (lekko zakłopotanym zresztą), że on nie miał tyle szczęścia w życiu i musiał czytać książki.


Dziewczyna była DUMNA z tego, że niczego nie czytała, nie czyta i czytać nie będzie.


Dzięki bogu za moją prozapagnozję! - oczywiście, że jej jutro nie rozpoznam.
Dzięki bogu dla niej, nie dla mnie.

2 komentarze:

p. pisze...

wybor Verne'a na jedyna lekture stawia twoja wspolpracownice w dobrym swietle ;-)
Chociaz, jak powiadal Steinhaus, dzieki upowszechnieniu oswiaty mozna dzis uchodzic za wyksztalconego bedac analfabeta ;-)

ds pisze...

znam to. we fr jest jednak trochę inaczej, nawet w moim technicznym zawodzie w zasadzie wszyscy czytają jakąś literaturę. no, jednego z ekipy podejrzewam, że niekoniecznie, ale pewnie niechętnie by się przyznał.

Prześlij komentarz