Nie mogłam sobie przypomnieć nazwiska kolegi.
Nie, żeby to było jakieś ważne. Nie było mi tez strasznie potrzebne, bo z kolegą od dawna nie mam kontaktu, ale sam fakt, że doskonale znałam to nazwisko i nagle nie mogę sobie przypomnieć nawet pierwszej litery.... Znacie to uczucie?
Nie wytrzymałam. Byłam na jego weselu, więc dostałam zaproszenie na ślub. Wszystkie zaproszenia starannie przechowuję, więc postanowiłam to nazwisko odszukać.
Odszukałam. Ulżyło mi.
Przy okazji dokonałam pewnego podsumowania.
13 par, których zaproszenia na ślub dostałam dalej żyje ze sobą zgodnie (bądź mniej zgodnie, albo całkiem niezgodnie, ale jednak razem)
8 par jest już po rozwodzie
Z 17 nie mam kontaktu, więc nie wiem. SIEDEMNAŚCIE PAR. Na tyle mi kiedyś bliskich, że zaprosili mnie na swój ślub, a ja nie mam pojęcia co się z nimi w tej chwili dzieje. Ba! Czasami nie kojarzę ani Panny ani Pana Młodego....
Jaki z tego wniosek?
Nie, wcale nie taki, że stara jestem i skleroza mnie dopadła.
Raczej taki, że na ślub powinno się zapraszać tylko mamę, tatę, brata i siostrę, ewentualnie własne dzieci, bo reszta i tak się w życiu nie liczy :)
3 komentarze:
Porozmawiajmy o sklerozie... ta książka co niby była Szklarskiego, okazała się być Fiedlera, i z "Dorzecza Amazonki" zmieniła się na "Orinoko" ... chcesz się licytować?:)
13 na 8 to całkiem dobrze
minimalna lista zaproszonych na slub to tylko dwoch swiadkow ;-)
Prześlij komentarz