Otóż faktycznie uciekli absolutnie całą klasą. Nikt się nie wyłamał.
Ostatnio wychowawczyni narzekała, że klasa mało zgrana, więc jej udowodnili, że bardzo zgrana.
Wychowawczyni co prawda na zwolnieniu, ale już jej pewnie donieśli. Się nasłucham w przyszłym tygodniu na konsultacjach :)
Wg słów dzieciaków (umieszczanych na fejsie) żaden rodzic się nie zdenerwował.
Ja też awantury nie zrobiłam. Powiedziałam, że jak cała klasa idzie, ona ma iść też. Ale musi umieć też ocenić, czy to co klasa proponuje nie jest czymś bardzo złym. I wtedy ma się postawić.
Niby powiedziała, że to oczywiste. Życie pokaże czy naprawdę.
A poza tym, dzisiaj (piątek 13-ego) jest pierwszy dzień reszty mojego życia. Jeszcze nie do końca odczuwam z tego powodu wielką ekscytację, ale przynajmniej jest plan. A nawet PLAN.
I uznajmy, że to najlepsze, co mogło mnie spotkać.
11 komentarzy:
Przenosza Cie na rok do Moskwy ?
-> P. Niestety nie :) A właściwie chyba na szczęście nie :)
Raczej coś z rodzaju "Poznałem cudowną kobietę, zamierzam ułożyć sobie z nią życie. Nie mogę się z tobą więcej spotykać, ale chciałbym, żebyśmy zostali przyjaciółmi"
Klasyka...
Nie bede wulgarna, bo starszym damom nie wypada, ale niechby on wpadl w moje rece to szukalby przyjaciela wsrod dentystow ...
-> p. Dziękuję :) Uśmiechnęłam się :)
Pogubiłam się w Twoich wielbicielach... myślałam, że to jest ten, co to już sobie życie ułożył...
A przy okazji, chce być przyjacielem, ale nie będziecie się spotykać, znaczy co? Będzie lajkowała Twoje posty na fejsie??
=> Y. podejrzewam, że nic nie będzie lajkował, bo mu dzisiaj wytłumaczyłam co myślę o jego pomysłach. Zasmucił się. Podobno nie spodziewał się, że budowanie nowego życia będzie takie skomplikowane.
Prawie mu współczułam.
To się dzięki Tobie czegoś nauczył, bidulek, o budownictwie:) Również jak Y. żyłam w przekonaniu graniczącym z pewnością, że życie miał ułożone. W każdym razie, jeśli Cleosia komuś skacze po aucie, to ja dołączę - tylko muszę potrenować ze szpilkami:) Kanały też wchodzą w grę…
=> Kate, dziękuję bardzo, ale nie ma potrzeby. Do miłości nikogo nie zmusisz. Niech mu się układa, tylko niech mi w oczy nie wchodzi.
Uśmiałam się dzisiaj (chociaż w sumie nie do śmiechu mi było) jak mnie zapytał co ma zrobić z książką, którą właśnie dla mnie kupił (jak było uzgodnione miesiąc temu, kiedy jeszcze mnie kochał). Powiedziałam, żeby dał JEJ, a on odpowiedział, że nie wie czy ona w ogóle czyta :):)
Teraz ja się uśmiałam: nie wie, czy ona czyta....
Nadal nie należę do zwolenników karania ludzi za koniec miłości. Ot, taki stary kod kulturowy i odwołanie do żarcików z przeszłości. Zamiennik dla standardowych słów wsparcia i poparcia.
=> Kate, dziękuję. Jeśli nie zdążę tego przepracować do wakacji będziecie mnie pocieszać na Juchach...
Prześlij komentarz