9 kwietnia 2015

Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę

Cleos twierdzi (i ja się chyba z nią zgadzam), że ja nie umiem być ani żoną, ani kochanką. Że ja się z tymi wszystkimi swoimi facetami (na palcach jednej ręki można zliczyć) przede wszystkim zaprzyjaźniam. I że to jest problem.


No coś w tym jest, bo ja faktycznie jestem w bardzo dobrych relacjach ze wszystkimi byłymi. Byłego męża nie wyłączając.
Pierwszy raz jednak zostałam porzucona tak klasycznie, gwałtownie, z dnia na dzień, bez żadnych sygnałów ostrzegawczych. Wstyd mi bardzo, ale w tej konkretnej sytuacji, mimo wyraźnych deklaracji Łysego, że na przyjaźni mu bardzo zależy, nie jestem aż tak wyrozumiała ani tolerancyjna, żeby się przyjaźnić. Za kilka miesięcy - może tak. Ale teraz - cytując Pati - proszę spierdalać.


A otóż okazuje się, że Łysy ma z tym większy problem niż ja. Bo ja daję radę, a on nie.
"Anka, musiałem do ciebie zadzwonić i ci o tym opowiedzieć, bo kto inny mnie zrozumie"
No żesz jasna cholera! Ja naprawdę mam jakiś defekt!



4 komentarze:

ds pisze...

no i co, zrozumiałaś go?

who pisze...

-> ds. zrozumiałam, ale uważam, ze to było bardzo niedelikatne

p. pisze...

delikatnie mowiac, Ty chcesz byc swieta a Lysy ma kryzys wieku sredniego ...

who pisze...

-> p. o to, to! :)

Prześlij komentarz