19 września 2016

nie ma co

Ależ mi ta ds namąciła w głowie.


Od kilku godzin zastanawiam się czy ma dla mnie znaczenie kto z kim i ile ma dzieci.
Nigdy do tej pory nie patrzyłam na ludzi pod tym kątem. W dobie patchworkowych rodzin fakt, że mężczyzna ma dzieci z kilkoma kobietami, a kobieta z kilkoma mężczyznami, robi się tak powszechny, że musiałam się mocno zastanowić ile takich osób mam w najbliższym towarzystwie. Okazuje się, że całkiem sporo.


Niektórym byłabym w stanie zaufać, innym nie. I, mam wrażenie, że nie o liczbę mężów/żon chodzi, a o styl i klasę oraz przyczyny rozstania.


Ale nie wiem. Ciągle myślę.
Zabiła mi ds ćwieka, nie ma co.

12 komentarzy:

p. pisze...

Who spoko. Picasso i Chaplin to kontrprzyklady na teze ds😉

ds pisze...

nie no, znasz osobę i kontekst znacznie lepiej ode mnie, i obym się myliła w tym przypadku. styl i klasę jasne: tylko że mój ojciec rozstał się z żoną (dla mojej matki) bardzo elegancko, wyszedł z walizką, widywał się z dziećmi. z moją matką i nami rozstał się ZUPEŁNIE inaczej. diametralnie inaczej, niestety.
ale w sumie to miałoby większe znaczenie gdybyście jeszcze planowali dzieci razem.
p masz pewność, że Picasso i Chaplin byli dobrymi partnerami i ojcami? talentów innych im nie ujmuję oczywiście.

who pisze...

ds. ja juz żadnych dzieci nie planuję. Nie ma opcji, żeby mnie ktoś namówił, a IronMan na szczęście nie namawia. Temat jest przedyskutowany i w tej sprawie mamy i pełną jasność i pełną zgodność.

ds pisze...

no to tutaj byłabym skłonna zrewidować pogląd. bardziej mnie ruszają panowie, co to już mają gromadkę, i hurra, weźmy kolejną młodą żonę i rozmnażajmy się kolejny raz, dzieci są przecież takie fajne (przez pięć minut w sobotę).

who pisze...

ds rozczuliłaś mnie tą młodą żoną :):)
Biorąc pod uwagę fakt, że nie zamierzam wprowadzać żadnego faceta do mieszkania dopóki są w nim moje dzieci, w dodatku mam tylko separację, czyli najpierw musiałabym się rozwieść, to nie wyjdę za mąż wcześniej niż za 10 lat :)
A dokładając fakt, że jestem starsza od IronMana o 5 lat, to doprawdy "młoda żona" brzmi jak najcudowniejszy komplement.

Yenka pisze...

Eeee... za 10 lat to JA przejdę na wcześniejszą emeryturę i wprowadzę się do Ciebie ;-)

A jeśli chodzi o dzieci, to pikuś z kim a i ile. Bardziej mnie zastanawia, dlaczego przez tyle lat ten temat nie wyszedł.
Nie widuje syna? Wstydzi się go? Z nieletnią go miał?

who pisze...

Temat nie wyszedł, bo generalnie nikt w firmie nie wie. IronMan miał 19 lat jak się żenił, 19,5 jak mu się syn urodził. Małżeństwo trwało półtora roku i zakończyło się burzliwym rozwodem. Tyle faktów. Reszta to emocje, więc się nie wypowiadam.
Z synem kontakt jakiś tam jest, ale nieszczególnie bliski - mieszka w innej miejscowości. Alimenty są godziwe.
Drugi syn urodził się 10 lat po pierwszym. I mam wrażenie (acz to tylko MOJE wrażenie, nic więcej), że dopiero ten drugi syn uświadomił mu co to znaczy mieć i wychowywać dziecko. Tyle, że niektórych rzeczy nie można cofnąć.

Yenka pisze...

I tak facetów nie rozumiem, ale przyjmuję, że intencje miał dobre :-)

...ani słowa o mojej wcześniejszej emeryturze i pokoju dla mnie w tych Bieszczadach u Was??... ;-DDD

who pisze...

a... wiesz... Ja nie wiem czy ja się do Bieszczad nadaję, więc ten domek to na razie traktuję z przymrużeniem oka. Najpierw muszę zdecydować czy dam radę mieszkać z sześcioma rowerami, z których kazdy wart jest tyle co moje auto :) Osobiście wolałabym inwestować w moje auto zamiast w kolejny rower :)

Ale jak już w tych Bieszczadach będziemy za 10 lat to masz otwarte zaproszenie. Mieszkać to bym wolała nie :) Nie jestem aż tak towarzyska :)

ds pisze...

tak mi wychodziło, że wpadka za młodu. 19 lat - to doprawdy trudno, żeby był dobrym ojcem w dodatku po burzliwym rozwodzie. musiałby mieć jakieś niesamowite wsparcie bardzo dojrzałej rodziny.

p. pisze...

ds zabila Ci ćwieka czy bloga ?
;-)

demirja pisze...

DS. uogólniasz wedle własnego doświadczenia

też Młodego urodziłam za szczeniaka, też burzliwie się rozstałam z byłym mężem w ekspresowym tempie (a że wróciłam po rozwodzie do panieńskiego nazwiska... to sporo osób nie zdążyło zarejestrować tematu, że w ogóle byłam mężatką)- no więc pomimo takich różnych przejść, pomimo mieszkania w tej samej miejscowości z exem, Młody z OMD ma kiepski kontakt, od czasu pojawienia się drugiej żony coś się poprawiło, ale nie jest tajemnicą, że Młodemu lepiej gada się z A. niż z rodzonym ojcem... i tu gwóźdź programu, gdyż obaj mają tak antagonistyczne, w stosunku do siebie wzajemnie, charaktery, że dogadywanie się jakiekolwiek wymagało dorośnięcia Młodego (OMD nigdy nie dorośnie, ale czasem się chłop jednak stara, tyle, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane), niestety pozbycia się złudzeń pewnych i przede wszystkim ŚWIADOMOŚCI własnego charakteru. Dodam jeszcze, że tak ja, jak rodzice OMD mieli świadomość, że się chłopaki łatwo dogadywać nie będą... ale, okazało się, że rodzice OMD i Młody jedna ręka i wzajemnie bez siebie życia sobie nie wyobrażają. Po dziś dzień, wnusio musi się co najmniej telefonicznie meldować dziadkom po kilka razy w tygodniu.

Młody ma przyrodniego brata młodszego o ponad 10 lat i mam wrażenie, że chodzi do ojca tylko po to aby się pobawić z K. i pogadać z jego mamą. Podstawą jest to, że obecna żona OMD nie matkuje Młodemu, kumplują się, ale Mamą Młodego jestem ja i tego się trzyma.

O tym jakim palantem jest OMD (życiowo, nie że do mnie tylko, czy do Młodego, ale też do obecnej rodziny) świadczy fakt, że długo ukrywał przed A. obecność Młodego, a to, że jest po rozwodzie okazało się dopiero kiedy nie mogli wziąć ślubu kościelnego...

Na to, że ktoś jest palantem z urodzenia nie ma się wpływu, ale otoczenie może tę palantowatość minimalizować zamiast jej ulegać, i wierz mi, zawsze na to jak jest - wpływ mają obie strony, albo i więcej stron zainteresowanych - bo każdy dorosły ma wolną wolę i wybór co do swojego zachowania, i piszę to z całą odpowiedzialnością, bo na sposób w jaki się ludzie rozstają ze sobą pracują oboje... niestety, tę pracę zaczynają zazwyczaj na długo, długo przed tym nim nastąpi faktyczne rozstanie.

Who - weź się rozwiedź. Skoro do ślubnego nie wracasz i myślisz o domku w Bieszczadach to na diabła ci ciągnąć tę papierologię za sobą, i nie zasłaniaj się dobrem dzieci, bo mnie się zawsze zdaje, że takie działanie to przyzwolenie dla dzieci do życiowego mataczenia... jesteś żoną jednego faceta, a żyjesz z innymi facetami (separacja to wielkie hasło, dla rozgrzeszenia i usprawiedliwienia siebie, nic więcej... zwłaszcza po wielu latach... rozwód w tym przypadku - to 1 rozprawa i po bólu - czyste konto życiowe wobec siebie i dzieci oraz ich ojca - reszta ludzi może się sianem wypchać i pokrzywami najeść - nic im do tego).

Prześlij komentarz