.
Cleosiowy Kuzyn (całkiem miły skądinąd) przeczołgał mnie dzisiaj przez park w Świerklańcu.
4,5 godziny mnie przeczołgiwał.
Można powiedzieć – sama się prosiłam.
(acz doceniam, że próbował umożliwić mi czytanie książki. A że w tym czasie łapał moim dzieciom żaby i kazał im się wspinać na drzewa – oj, nie bądźmy drobiazgowi)
Potem Cleosia wsadziła mnie na wóz strażacki i wystrzeliła pod chmury.
Gdybym w tej chwili miała odpowiedzieć na pytanie czy jeszcze żyję, to uprzejmie informuję, że nie jestem pewna.
4,5 godziny mnie przeczołgiwał.
Można powiedzieć – sama się prosiłam.
(acz doceniam, że próbował umożliwić mi czytanie książki. A że w tym czasie łapał moim dzieciom żaby i kazał im się wspinać na drzewa – oj, nie bądźmy drobiazgowi)
Potem Cleosia wsadziła mnie na wóz strażacki i wystrzeliła pod chmury.
Gdybym w tej chwili miała odpowiedzieć na pytanie czy jeszcze żyję, to uprzejmie informuję, że nie jestem pewna.
Starzeję się.
Jeszcze kilka lat temu różany zapach kojarzył mi się ze starą babą.
Teraz jest jednym z moich ulubionych – różane olejki do kąpieli, różane mydła, różane odświeżacze powietrza (nawiasem mówiąc, czemu nie ma różanych do samochodu?)…
Ostatnio padło na różane świeczki. Świeczki, które dawniej były mi raczej obojętne i nie rozumiałam, czym się ludzie zachwycają…
Jeszcze chwila i zacznę używać różanych perfum.
Wtedy mnie wyeliminujcie.
Jeszcze kilka lat temu różany zapach kojarzył mi się ze starą babą.
Teraz jest jednym z moich ulubionych – różane olejki do kąpieli, różane mydła, różane odświeżacze powietrza (nawiasem mówiąc, czemu nie ma różanych do samochodu?)…
Ostatnio padło na różane świeczki. Świeczki, które dawniej były mi raczej obojętne i nie rozumiałam, czym się ludzie zachwycają…
Jeszcze chwila i zacznę używać różanych perfum.
Wtedy mnie wyeliminujcie.
Wczoraj wysiadło światło w kuchni.
Poinformowały o tym dzieci, problem zlekceważyłam, bo było widno.
Wieczorem, kiedy nie mogłam znaleźć mojej porcji witamin, trochę zaczęło mi to doskwierać.
Przeszukałam wszystkie możliwe miejsca przechowywania zapasowych żarówek i nie znalazłam żadnej.
Miałam w planach kupić dzisiaj.
Dzisiaj było widno, więc o żarówce zapomniałam.
Przypomniałam sobie wieczorem…
Trochę mamrotałam pod nosem co myślę o swojej sklerozie, kiedy Kudłata poinformowała, że żarówek należy kupić więcej, bo u niej światła górnego też nie ma.
Zaczęlo mi coś świtać, ale jeszcze nie wiedziałam co.
Wysiadł też dzwonek u drzwi. Gości raczej nie miewamy, więc to akurat nie przeszkadzało wcale. Ale taki pech? Wszystko naraz?
Kudłata polatała, odkryła, że w moim pokoju też nie ma światła (na co dzień nie uzywam, więc była szansa, że nie zauważę przez najbliższy miesiąc)
Podeszłam do bezpieczników, wcisnęłam takie wystające i nagle mieszkanie rozbłysło światłem.
Poza kuchnią. Żarówkę z kuchni zdążyłam wyrzucić…
Kurtyna
Poinformowały o tym dzieci, problem zlekceważyłam, bo było widno.
Wieczorem, kiedy nie mogłam znaleźć mojej porcji witamin, trochę zaczęło mi to doskwierać.
Przeszukałam wszystkie możliwe miejsca przechowywania zapasowych żarówek i nie znalazłam żadnej.
Miałam w planach kupić dzisiaj.
Dzisiaj było widno, więc o żarówce zapomniałam.
Przypomniałam sobie wieczorem…
Trochę mamrotałam pod nosem co myślę o swojej sklerozie, kiedy Kudłata poinformowała, że żarówek należy kupić więcej, bo u niej światła górnego też nie ma.
Zaczęlo mi coś świtać, ale jeszcze nie wiedziałam co.
Wysiadł też dzwonek u drzwi. Gości raczej nie miewamy, więc to akurat nie przeszkadzało wcale. Ale taki pech? Wszystko naraz?
Kudłata polatała, odkryła, że w moim pokoju też nie ma światła (na co dzień nie uzywam, więc była szansa, że nie zauważę przez najbliższy miesiąc)
Podeszłam do bezpieczników, wcisnęłam takie wystające i nagle mieszkanie rozbłysło światłem.
Poza kuchnią. Żarówkę z kuchni zdążyłam wyrzucić…
Kurtyna
Komunia za nami.
Wszystko, co miało się udać - się udało.
Wszystko, co miało wypalić – wypaliło.
Organizacyjnie wyszło na pięć z plusem.
Goście zadowoleni. Myślę, że szczerze.
Zostało mnóstwo owoców i ciasta.
Owoce się zje. Ciasto wezmę do pracy.
Mięsa porozdawałam gościom
Prezenty trafione wszystkie. Klucha bardzo zadowolony.
Przeżyłam.
Acz, nie ukrywam, cieszę się, że to doświadczenie już za mną…
Wszystko, co miało się udać - się udało.
Wszystko, co miało wypalić – wypaliło.
Organizacyjnie wyszło na pięć z plusem.
Goście zadowoleni. Myślę, że szczerze.
Zostało mnóstwo owoców i ciasta.
Owoce się zje. Ciasto wezmę do pracy.
Mięsa porozdawałam gościom
Prezenty trafione wszystkie. Klucha bardzo zadowolony.
Przeżyłam.
Acz, nie ukrywam, cieszę się, że to doświadczenie już za mną…
Gdzieś po drodze nabawiłam się zapalenia dziąseł.
Przypadłość ta jest mi bardzo dobrze znana. Już od czasów studenckich każde osłabienie organizmu przejawia się najpierw zapaleniem dziąseł.
Kto miał, ten wie, że przyjemne to nie jest.
Leczenie, poza łykaniem wszelkiej maści witamin, wapnia i żelaza, polega na masowaniu dziąseł.
3 razy dziennie przez 5 minut. Najlepiej dwiema różnymi szczoteczkami (naprzemiennie) i pod kątem 45 stopni.
Myślę, że mało kto ma tak pięknie wymasowane dziąsła jak ja…
Przestrzegam pilnie wszelkich zaleceń. Leki łykam, dziąsła masuję, szczoteczki mam dwie. I tylko te stopnie…
No pod kątem 45 niewygodnie mi i już. Staram się jak mogę, próbuję, ale nie daję rady.
Wyrzuty sumienia mam straszliwe.
Myślicie, że jak pomasuję pod innym kątem to też będzie dobrze?
Czuję, że na punkcie mycia zębów zaczynam dostawać obsesji.
Przypadłość ta jest mi bardzo dobrze znana. Już od czasów studenckich każde osłabienie organizmu przejawia się najpierw zapaleniem dziąseł.
Kto miał, ten wie, że przyjemne to nie jest.
Leczenie, poza łykaniem wszelkiej maści witamin, wapnia i żelaza, polega na masowaniu dziąseł.
3 razy dziennie przez 5 minut. Najlepiej dwiema różnymi szczoteczkami (naprzemiennie) i pod kątem 45 stopni.
Myślę, że mało kto ma tak pięknie wymasowane dziąsła jak ja…
Przestrzegam pilnie wszelkich zaleceń. Leki łykam, dziąsła masuję, szczoteczki mam dwie. I tylko te stopnie…
No pod kątem 45 niewygodnie mi i już. Staram się jak mogę, próbuję, ale nie daję rady.
Wyrzuty sumienia mam straszliwe.
Myślicie, że jak pomasuję pod innym kątem to też będzie dobrze?
Czuję, że na punkcie mycia zębów zaczynam dostawać obsesji.
Prasowanie robi mi źle na kręgosłup. Może powinnam zagonić do prasowania dzieci?
__________
Ogołociłam Y. z książek. Jak tak dalej pójdzie to sobie dziewczyna pomyśli, że przyjeżdżam do niej tylko na kawę i po książki.
Niniejszym zaprzeczam stanowczo i kategorycznie.
__________
Bardzo dużo miłych słów usłyszałam ostatnio o Kudłatej.
Martwi mnie jednak, że ona sama o niczym mi nie opowiada.
__________
Jechałyśmy do teatru. We trzy. Trzy kobiety wcale nie bardzo młode i niespecjalnie piękne.
Jednym samochodem. Żeby oszczędzić na benzynie i poplotkować w trakcie jazdy.
Zatrzymałyśmy się kawałek od teatru, na prawie pustym parkingu wzdłuż ulicy.
Parking był nie tylko wzdłuż ulicy, był także niedaleko skrzyżowania.
Kiedy na skrzyżowaniu było czerwone światło wzdłuż parkingu ustawiały się samochody.
Wysiadłyśmy, zaczęłyśmy się rozglądać za parkomatem.
Koło nas sznur samochodów, w tym radiowóz.
W pewnym momencie drzwi radiowozu się otwierają i policjant coś zaczyna do nas mówić.
Rozejrzałyśmy się w popłochu, bo parking faktycznie pusty – może nie wolno tam parkować?
Koleżanka (kierująca) podchodzi do radiowozu i pyta:
- Zrobiłam coś nie tak?
- Ależ skąd. Zobaczyliśmy piękne dziewczyny to chcieliśmy powiedzieć „dzień dobry”.
Komplementy są miłe, ale taki prostacki podryw? No błagam…
____________
Też z kategorii podryw.
W sąsiednim pokoju, za szklaną ścianą siedział facet. Cudzoziemiec jakiś. Przyjechał do kolegów z innego działu.
Wspólnego z nimi mam niewiele, ot dzielimy przestrzeń biurową, z facetem nie zamieniłam nawet jednego zdania. Wiedziałam, że ma na imię Gerry i jest Anglikiem.
Gerry przyjechał na tydzień.
Trzeciego, może czwartego dnia, już właściwie po godzinach pracy, kiedy zostałam sama, Gerry wszedł do mnie do pokoju.
- Hej, prosiłaś mnie o pomoc.
- Ja?
- Tak, przysłałaś mi maila
Ależ sobie wybral sposób na podryw… no doprawdy. Na maila chce mnie złapać. Jakież to prymitywne… - tak sobie pomyślałam.
Gerry mówił dalej.
- Jak chcesz, to możemy obejrzeć to teraz.
No niedoczekanie twoje… Casanova od siedmiu boleści… Co za palant- Otwórz SAPa i pokaż dokładnie co ci nie działa.
i w tym momencie zajarzyłam… wysyłałam rano maila do helpdesku. podali mi nazwisko gościa o imieniu Gerardo i meksykańsko-hiszpańskim nazwisku… Kto by pomyślał, że to Gerry Anglik zza ściany?
Nie chcielibyście widzieć mojej miny.
___________
I jeszcze raz z kategorii podryw.
Było po 20-tej kiedy zadzwoniła moja służbowa komórka.
Na wyświetlaczu był nieznany numer, więc musiał to być ktoś obcy.
- Tak, słucham?
- Dzień dobry – powiedział męski głos. Następnie szybko się przedstawił, wymienił nazwę firmy i miejscowość.
Powiedział to tak szybko, że zrozumiałam tylko „Bydgoszcz”.
Facet kontynuował:
- Czy dodzwoniłem się do przedstawiciela firmy X?
Tu mnie skonfudował. Służbowa komórka słuzy mi do rozmów z pracownikami firmy. Nie mam żadnych kontaktów z osobami z zewnątrz. W firmie X owszem, pracuję, ale żadnym przedstawicielem nie jestem.
- Nieee – odpowiedziałam niepewnie, bo firma jednak się zgadzała.
- W takim razie z kim mam przyjemność? – zapytał
W tym momencie coś zaskoczyło. Bydgoszcz! W Bydgoszczy odbywa się właśnie jakaś impreza branżowa. Są na niej koledzy z pracy. Pewnie sobie popili i postanowili mnie wkręcić. Trochę się wkurzyłam.
- No wie pan! Jest pan bezczelny. To pan do mnie dzwoni, więc powinien pan wiedzieć do kogo! A o przyjemności to pan może co najwyżej pomarzyć!
Odłożyłam słuchawkę.
Do kolegów postanowiłam zadzwonić rano, kiedy wytrzeźwieją.
Następnego dnia całkiem o tym zapomniałam.
Około południa na wyświetlaczu pojawił się ten sam numer.
O ho! Koledzy bawią się dalej…. No to się zabawmy.
Odebrałam telefon i zmysłowym głosem przeciągając głoski powiedziałam:
- Tak, słucham…?
Po drugiej stronie ktoś jakby się zachłysnął. Po kilku sekundach ciszy kobiecy (!) głos powiedział:
- Dzień dobry, dzwonię w sprawie reklamacji, ktorą u państwa składaliśmy…
Moja mina – bezcenna.
__________
Ogołociłam Y. z książek. Jak tak dalej pójdzie to sobie dziewczyna pomyśli, że przyjeżdżam do niej tylko na kawę i po książki.
Niniejszym zaprzeczam stanowczo i kategorycznie.
__________
Bardzo dużo miłych słów usłyszałam ostatnio o Kudłatej.
Martwi mnie jednak, że ona sama o niczym mi nie opowiada.
__________
Jechałyśmy do teatru. We trzy. Trzy kobiety wcale nie bardzo młode i niespecjalnie piękne.
Jednym samochodem. Żeby oszczędzić na benzynie i poplotkować w trakcie jazdy.
Zatrzymałyśmy się kawałek od teatru, na prawie pustym parkingu wzdłuż ulicy.
Parking był nie tylko wzdłuż ulicy, był także niedaleko skrzyżowania.
Kiedy na skrzyżowaniu było czerwone światło wzdłuż parkingu ustawiały się samochody.
Wysiadłyśmy, zaczęłyśmy się rozglądać za parkomatem.
Koło nas sznur samochodów, w tym radiowóz.
W pewnym momencie drzwi radiowozu się otwierają i policjant coś zaczyna do nas mówić.
Rozejrzałyśmy się w popłochu, bo parking faktycznie pusty – może nie wolno tam parkować?
Koleżanka (kierująca) podchodzi do radiowozu i pyta:
- Zrobiłam coś nie tak?
- Ależ skąd. Zobaczyliśmy piękne dziewczyny to chcieliśmy powiedzieć „dzień dobry”.
Komplementy są miłe, ale taki prostacki podryw? No błagam…
____________
Też z kategorii podryw.
W sąsiednim pokoju, za szklaną ścianą siedział facet. Cudzoziemiec jakiś. Przyjechał do kolegów z innego działu.
Wspólnego z nimi mam niewiele, ot dzielimy przestrzeń biurową, z facetem nie zamieniłam nawet jednego zdania. Wiedziałam, że ma na imię Gerry i jest Anglikiem.
Gerry przyjechał na tydzień.
Trzeciego, może czwartego dnia, już właściwie po godzinach pracy, kiedy zostałam sama, Gerry wszedł do mnie do pokoju.
- Hej, prosiłaś mnie o pomoc.
- Ja?
- Tak, przysłałaś mi maila
Ależ sobie wybral sposób na podryw… no doprawdy. Na maila chce mnie złapać. Jakież to prymitywne… - tak sobie pomyślałam.
Gerry mówił dalej.
- Jak chcesz, to możemy obejrzeć to teraz.
No niedoczekanie twoje… Casanova od siedmiu boleści… Co za palant- Otwórz SAPa i pokaż dokładnie co ci nie działa.
i w tym momencie zajarzyłam… wysyłałam rano maila do helpdesku. podali mi nazwisko gościa o imieniu Gerardo i meksykańsko-hiszpańskim nazwisku… Kto by pomyślał, że to Gerry Anglik zza ściany?
Nie chcielibyście widzieć mojej miny.
___________
I jeszcze raz z kategorii podryw.
Było po 20-tej kiedy zadzwoniła moja służbowa komórka.
Na wyświetlaczu był nieznany numer, więc musiał to być ktoś obcy.
- Tak, słucham?
- Dzień dobry – powiedział męski głos. Następnie szybko się przedstawił, wymienił nazwę firmy i miejscowość.
Powiedział to tak szybko, że zrozumiałam tylko „Bydgoszcz”.
Facet kontynuował:
- Czy dodzwoniłem się do przedstawiciela firmy X?
Tu mnie skonfudował. Służbowa komórka słuzy mi do rozmów z pracownikami firmy. Nie mam żadnych kontaktów z osobami z zewnątrz. W firmie X owszem, pracuję, ale żadnym przedstawicielem nie jestem.
- Nieee – odpowiedziałam niepewnie, bo firma jednak się zgadzała.
- W takim razie z kim mam przyjemność? – zapytał
W tym momencie coś zaskoczyło. Bydgoszcz! W Bydgoszczy odbywa się właśnie jakaś impreza branżowa. Są na niej koledzy z pracy. Pewnie sobie popili i postanowili mnie wkręcić. Trochę się wkurzyłam.
- No wie pan! Jest pan bezczelny. To pan do mnie dzwoni, więc powinien pan wiedzieć do kogo! A o przyjemności to pan może co najwyżej pomarzyć!
Odłożyłam słuchawkę.
Do kolegów postanowiłam zadzwonić rano, kiedy wytrzeźwieją.
Następnego dnia całkiem o tym zapomniałam.
Około południa na wyświetlaczu pojawił się ten sam numer.
O ho! Koledzy bawią się dalej…. No to się zabawmy.
Odebrałam telefon i zmysłowym głosem przeciągając głoski powiedziałam:
- Tak, słucham…?
Po drugiej stronie ktoś jakby się zachłysnął. Po kilku sekundach ciszy kobiecy (!) głos powiedział:
- Dzień dobry, dzwonię w sprawie reklamacji, ktorą u państwa składaliśmy…
Moja mina – bezcenna.
Z rzeczy zaplanowanych na dzisiaj:
1. Odbyłam bardzo długie (za długie), nudne, nic nie wnoszące spotkanie w pracy (8 godz.).
2. Oddałam buty do szewca.
3. Pojechałam do cukierni i zmniejszyłam zamówienie na ciasto.
4. Umówiłam się z Panią Sprzątającą na komunię.
5. Przymierzyłam żakiet (nie kupiłam i raczej nie kupię).
6. Załatwiłam Kudłatej krople do uszu (basen się kłania).
7. Zamówiłam kwiaty dla pani wychowawczyni na urodziny (pierwsze słyszę, żeby na urodziny kwiaty nauczycielowi kupować).
8. Przećwiczyłam z Kudłatą ortografię.
9. Pomogłam jej w zadaniach z matematyki (jutro konkurs, w sobotę-niedzielę konkurs).
10. Odbyłam konwersacje z rosyjskiego.
Z rzeczy nieplanowanych na dzisiaj:
1. Padłam.
1. Odbyłam bardzo długie (za długie), nudne, nic nie wnoszące spotkanie w pracy (8 godz.).
2. Oddałam buty do szewca.
3. Pojechałam do cukierni i zmniejszyłam zamówienie na ciasto.
4. Umówiłam się z Panią Sprzątającą na komunię.
5. Przymierzyłam żakiet (nie kupiłam i raczej nie kupię).
6. Załatwiłam Kudłatej krople do uszu (basen się kłania).
7. Zamówiłam kwiaty dla pani wychowawczyni na urodziny (pierwsze słyszę, żeby na urodziny kwiaty nauczycielowi kupować).
8. Przećwiczyłam z Kudłatą ortografię.
9. Pomogłam jej w zadaniach z matematyki (jutro konkurs, w sobotę-niedzielę konkurs).
10. Odbyłam konwersacje z rosyjskiego.
Z rzeczy nieplanowanych na dzisiaj:
1. Padłam.
Komputer przywieziony.
Jeśli w okolicach Kupca Poznańskiego widział ktoś dzisiaj kobietę w średnim wieku, na szpilkach, dzwigającą przed sobą olbrzymie pudło, zasapaną, z włosami wpadającymi do oczu i biegającego koło niej radośnie i w podskokach okularnika z pirackim plastrem na oku, to byłam to ja z Kluchą.
Dziękujemy wszystkim, którzy zaprojektowali Kupca Poznańskiego i parkingi w okolicy. A raczej NIEokolicy.
_____
Poza tym gites. Mieliśmy dzisiaj podjąć decyzję o wycofywaniu się z naklejania plastra na oko, a tu niespodzianka. Oko znowu się poprawiło.
A zatem – nosimy plaster przez co najmniej kolejny rok.
Kocham Kluchę za to, że przyjął to z taki spokojem. Tak bardzo liczył, że rozstanie się już z plastrem.
Kochane dziecko. Jak nie moje normalnie…
_____
Kupiłam najbardziej wypasiastą myszkę, jaką w życiu widziałam. Na rachunek firmowy.
Ciekawe – przełkną czy mnie wywalą…
Jeśli w okolicach Kupca Poznańskiego widział ktoś dzisiaj kobietę w średnim wieku, na szpilkach, dzwigającą przed sobą olbrzymie pudło, zasapaną, z włosami wpadającymi do oczu i biegającego koło niej radośnie i w podskokach okularnika z pirackim plastrem na oku, to byłam to ja z Kluchą.
Dziękujemy wszystkim, którzy zaprojektowali Kupca Poznańskiego i parkingi w okolicy. A raczej NIEokolicy.
_____
Poza tym gites. Mieliśmy dzisiaj podjąć decyzję o wycofywaniu się z naklejania plastra na oko, a tu niespodzianka. Oko znowu się poprawiło.
A zatem – nosimy plaster przez co najmniej kolejny rok.
Kocham Kluchę za to, że przyjął to z taki spokojem. Tak bardzo liczył, że rozstanie się już z plastrem.
Kochane dziecko. Jak nie moje normalnie…
_____
Kupiłam najbardziej wypasiastą myszkę, jaką w życiu widziałam. Na rachunek firmowy.
Ciekawe – przełkną czy mnie wywalą…
CZY PAMIĘTACIE, JAK…
Zapisujemy liczebniki porządkowe: liczebniki porządkowe zapisujemy albo słowami: pierwszy, piąty, siódma, dwa tysiące dwunasty, czterdziesty ósmy, albo cyframi z kropką: 1., 5., 7., 2012., 48. NIGDY NIE PISZEMY: *1-go, *w 5-tym, *7-ej, *2012-ego, *48-mu. DODAWANIE KOŃCÓWEK FLEKSYJNYCH DO CYFR JEST NIEPOPRAWNE!
Jeśli zapisujemy liczebnik porządkowy cyframi, to zawsze kropkę, która powinniśmy po nim umieścić, koniecznie pomijamy w dwóch wypadkach:
- zapisując datę z miesiącem pisanym słownie, np. 7 maja, 28 czerwca;
- podając godzinę, np. we wtorek o 18, w środę o 19 (kropkę musimy pominąć).
[D. Kopczyńska, Centrum Kultury Słowa, na podst. NSPP, WSPP]
Wiedzieliście?
Ja nie.
Więcej tu:
http://www.facebook.com/#!/jezykojczysty
Zapisujemy liczebniki porządkowe: liczebniki porządkowe zapisujemy albo słowami: pierwszy, piąty, siódma, dwa tysiące dwunasty, czterdziesty ósmy, albo cyframi z kropką: 1., 5., 7., 2012., 48. NIGDY NIE PISZEMY: *1-go, *w 5-tym, *7-ej, *2012-ego, *48-mu. DODAWANIE KOŃCÓWEK FLEKSYJNYCH DO CYFR JEST NIEPOPRAWNE!
Jeśli zapisujemy liczebnik porządkowy cyframi, to zawsze kropkę, która powinniśmy po nim umieścić, koniecznie pomijamy w dwóch wypadkach:
- zapisując datę z miesiącem pisanym słownie, np. 7 maja, 28 czerwca;
- podając godzinę, np. we wtorek o 18, w środę o 19 (kropkę musimy pominąć).
[D. Kopczyńska, Centrum Kultury Słowa, na podst. NSPP, WSPP]
Wiedzieliście?
Ja nie.
Więcej tu:
http://www.facebook.com/#!/jezykojczysty
Komputer kupiłam. Jutro odbieram, więc dopiero jutro będę wiedziała jakiego jest koloru.
I na tym moja wiedza na jego temat się skończy.
Mam nadzieję, że odpali…
Pokoje hotelowe zarezerwowałam. Menu komunijne uzgodniłam. Zamówiłam oczywiście wszystkiego za dużo, ale jak się jest córką własnej matki…
Muszę jeszcze znaleźć kogoś, kto dotaszczy do hotelu 80 litrów napojów i kilkanaście kg owoców. Ciasta dowiezie cukiernia.
Ciuchy dla dzieciaków skompletowane. Dla mnie prawie. Ciągle się jeszcze waham czy dokupywać żakiet…
Powoli, powoli zaczynam wierzyć, że jakoś to przeżyję.
Czy do komunii potrzebna jest świeca? Nie mogę sobie przypomnieć czy Kudłata miała…
Klucha wyluzowany. Prezentów też dostanie więcej niż bym chciała, żeby dostał.
A jutro – trzymajcie kciuki – okulista. I, w przeciwieństwie do komunii, to JEST ważne.
_____
Koko koko Euro spoko dostarcza mi ogromnej radości.
I na tym moja wiedza na jego temat się skończy.
Mam nadzieję, że odpali…
Pokoje hotelowe zarezerwowałam. Menu komunijne uzgodniłam. Zamówiłam oczywiście wszystkiego za dużo, ale jak się jest córką własnej matki…
Muszę jeszcze znaleźć kogoś, kto dotaszczy do hotelu 80 litrów napojów i kilkanaście kg owoców. Ciasta dowiezie cukiernia.
Ciuchy dla dzieciaków skompletowane. Dla mnie prawie. Ciągle się jeszcze waham czy dokupywać żakiet…
Powoli, powoli zaczynam wierzyć, że jakoś to przeżyję.
Czy do komunii potrzebna jest świeca? Nie mogę sobie przypomnieć czy Kudłata miała…
Klucha wyluzowany. Prezentów też dostanie więcej niż bym chciała, żeby dostał.
A jutro – trzymajcie kciuki – okulista. I, w przeciwieństwie do komunii, to JEST ważne.
_____
Koko koko Euro spoko dostarcza mi ogromnej radości.
Podobno super księżyc był w nocy.
Podobno. U mnie padało całą noc.
Zasadniczo uwielbiam majowy deszcz. I ten wczorajszy też uwielbiałam, ale księżyca mi szkoda…
Myślicie, że dzisiaj też będzie ładny?
PS. Conieco – jak będziesz tutaj, odezwij się. Może chociaż godzinna kawa gdzieś na Starym Rynku?
Podobno. U mnie padało całą noc.
Zasadniczo uwielbiam majowy deszcz. I ten wczorajszy też uwielbiałam, ale księżyca mi szkoda…
Myślicie, że dzisiaj też będzie ładny?
PS. Conieco – jak będziesz tutaj, odezwij się. Może chociaż godzinna kawa gdzieś na Starym Rynku?
Mam prasowania na 3 godziny, ale nie zamierzam tego ruszać dzisiaj. Trudno.
Nowy samochód mam od 5 tygodni. Przejechałam nim już ponad 4 tys. km. Połowę tego, co poprzedni właściciel zrobił nim przez rok…
Tegoroczne wakacje mam zaplanowane od lipca zeszłego roku.
W przyszłym roku pojadę w Bieszczady i do Słowińskiego Parku Narodowego.
Za dwa lata – mam już plan, ale nie wiem czy będę miała pieniądze.
Uległam presji rodziny – komunia będzie z alkoholem. Skoro wszyscy oprócz mnie uważają to za oczywiste – niech mają. Babcia Sianka uważa, że powinnam przede wszystkim myśleć o gościach. Ja uważam, że to goście powinni przede wszystkim myśleć o komuniście. No cóż. Świadczy o nich, nie o mnie.
Maj będzie koszmarnie zajęty. Powiedziałabym – poziom zajętości z limesem w nieskończoności.
Dam radę. Nie byłabym sobą, gdybym nie dała. Ale potem życzę sobie odpocząć.
A tu już 3 weekendy czerwca zajęte…
W lipcu nie ma mnie dla nikogo. Znikam. Wyłączam mail, telefon, domofon, wszystko.
(wyjątek mogę zrobić dla Y. gdyby znowu przypadkiem przejeżdżała obok…)
Nowy samochód mam od 5 tygodni. Przejechałam nim już ponad 4 tys. km. Połowę tego, co poprzedni właściciel zrobił nim przez rok…
Tegoroczne wakacje mam zaplanowane od lipca zeszłego roku.
W przyszłym roku pojadę w Bieszczady i do Słowińskiego Parku Narodowego.
Za dwa lata – mam już plan, ale nie wiem czy będę miała pieniądze.
Uległam presji rodziny – komunia będzie z alkoholem. Skoro wszyscy oprócz mnie uważają to za oczywiste – niech mają. Babcia Sianka uważa, że powinnam przede wszystkim myśleć o gościach. Ja uważam, że to goście powinni przede wszystkim myśleć o komuniście. No cóż. Świadczy o nich, nie o mnie.
Maj będzie koszmarnie zajęty. Powiedziałabym – poziom zajętości z limesem w nieskończoności.
Dam radę. Nie byłabym sobą, gdybym nie dała. Ale potem życzę sobie odpocząć.
A tu już 3 weekendy czerwca zajęte…
W lipcu nie ma mnie dla nikogo. Znikam. Wyłączam mail, telefon, domofon, wszystko.
(wyjątek mogę zrobić dla Y. gdyby znowu przypadkiem przejeżdżała obok…)
Kocham maj. Mówiłam już kiedyś?
Uwielbiam ciepło, słońce, soczystą zieleń, majowe burze, truskawki i czereśnie.
Maj sprawia, że wraca mi radość życia i życiowy optymizm.
Szkoda tylko, że hiszpański katuje mnie zdaniami typu:
Si fuera guapa, tendre suerte en el amor.
Może jednak strzelę sobie jakiś lifting?
Uwielbiam ciepło, słońce, soczystą zieleń, majowe burze, truskawki i czereśnie.
Maj sprawia, że wraca mi radość życia i życiowy optymizm.
Szkoda tylko, że hiszpański katuje mnie zdaniami typu:
Si fuera guapa, tendre suerte en el amor.
Może jednak strzelę sobie jakiś lifting?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz