15 kwietnia 2013

Absurdzik taki

Czy ktoś wie w jaki sposób urzędy pracy mają przyczyniać się do spadku bezrobocia?

Ja nie wiedziałam, ale już wiem.

Otworzyło się kilka stanowisk u nas w firmie. Każde takie otwarte stanowisko zgłaszamy do Powiatowego Urzędu Pracy. Czy mamy obowiązek to robić, czy robimy to z własnej inicjatywy - tego nie wiem.

I tu się zaczyna zabawa. Pani z urzędu pracy przeszukuje zarejestrowanych bezrobotnych pod kątem oczekiwań potencjalnego pracodawcy, nastepnie zachęca takiego delikwenta do złożenia aplikacji. Delikwent nie ma wyboru.
W teorii procedura ma sens. Bezrobotni nie siedzą na portalach pracowych (a powinni), nie sprawdzają nowych ofert pojawiających się w PUP (a powinni), państwo (czyli m.in. ja) płaci za to, żeby potencjalny kandydat miał szansę znaleźć odpowiadającą jego kwalifikacjom ofertę pracy. Ba, państwo dba, żeby nie zapomnial wysłać CV. Potencjalny kandydat ma obowiązek zdać relację z wyników procesu rekrutacji.

I wszystko by było ok, gdyby na tym pierwszym etapie, pani z urzędu pracy rozumiała treść oferty, Albo przynajmniej rozumiała wymagania stawiane przez pracodawcę. Albo, żeby jej się chciało zrozumieć (i na przykład zadzwonić - państwo płaci za telefon - i dopytać).

Otóż nie. Pani z urzędu pracy nie zawraca sobie głowy wymaganiami stawianymi przez pracodawcę.
Co z tego, że jest ich siedem, a potencjalny kandydat spełnia tylko jedno - mówi po angielsku, Oczywiście zakładamy, że mówi, bo w CV ma jedynie 6 sezonów pracy przy "produkcji owoców miękkich" w UK. Każdy taki sezon 4 miesiące, i potem 8 miesięcy "odpoczynku".

Delikwent prawdopodobnie wie, że na pracę nie ma szans. Sam kompletnie nie rozumie na jakie stanowisko aplikuje, ale aplikować musi, bo państwo (czyli ja) grozi zaprzestaniem wypłacania zasiłku.
Absurd zaczyna się w momemcie, w którym pracodawca (czyli także ja) musi się na piśmie tłumaczyć, dlaczego delikwenta nie zaprosił na rozmowę. Jedyne co mam ochotę napisać, to "puknij się głupia babo w czoło i nie zawracaj mi gitary".

Nie wiem czemu HR nie zaakceptował mojej odpowiedzi i uznał, że sam przygotuje lepszą.

W ten sposób delikwent pracy nie znalazł, bezrobocie nie spadło, ale ile osób miało zajęcie...

3 komentarze:

demirja pisze...

:) och a co powiesz na to gdy ja mam 100 kilku aplikantów z czego wszystkie wymagania spełnia 20 -30 osób? :P
... i to praca na krótki okres, bo macierzyński zazwyczaj nie trwa wiecznie :P

cattleya pisze...

Mylisz się droga Who - bezrobocie spadło, co najmniej 3 pracowników PUP ma pracę, a jak dorzucisz do tego całą obsadę danego ministerstwa i parlamentu, która przygotowała przepis, przyjęła i wprowadziła wewnątrz sprzeczne poprawki, a na końcu przygotowała wytyczne do stosowania - walka z bezrobociem w Polsce nabiera rozmachu:)

p. pisze...

cattleya ma racje, we Francji jest podobnie, wraz ze wzrastajacym bezrobociem wzroslo zatrudnienie w administracji zajmujacej sie poszukiwaniem pracy dla bezrobotnych. Jedyny problem polega wciaz na tym, ze to drugie potencjalne zrodlo zatrudnienia nie rekompensuje tego podstawowego. Och co to bylby za wspanialy swiat zbudowany na perpetum mobile à la "Brazil" :-)

Prześlij komentarz