Byłam na kolacji z Troglodytą.
Nie sama.
A kolacja była służbowa.
Z racji zmiany stanowiska musiałam opuścić mój dotychczasowy zespół. Nowy zespół zaś zaprosił mnie na zapoznawczą kolację. Z dowozem, podwozem, ą i ę, żebym nie musiała się fatygować i wogle.
Dziwnym trafem za taksówkarza robił Troglodyta.
Troglodyta musiał być trzeźwy, bo prowadził.
Ja również nie piłam dużo. I dzięki bogu.
(acz ja jedna i dziesięciu facetów... aż się prosiło, żeby się znieczulić)
W drodze do i z, w konwencji żartobliwej, ustaliliśmy co następuje.
a) ja Troglodyty nie chcę
b) Troglodyta mnie chce, acz odgraża się, że w końcu mu sie znudzi
c) Troglodyta nie zostawi żony, bo ma małe dziecko, ale chciałby mieć ze mną romans przez następne 20 lat. A potem, kiedy jego syn będzie już dorosły, Troglodyta odejdzie od żony i do śmierci będziemy już razem.
d) trochę mnie to ubawiło.
e) a trochę przeraziło.
Przynajmniej wiemy o co kaman.
4 komentarze:
wiedzieć o co kaman to już na prawdę sukces jest :)
zawsze zazdroscilam ekonomistom (i ekonomistkom) takich znakomicie opracowanych planow strategicznych, w ktorych nie ma miejsca na niepewnosc ;-)
Nie kibicuję troglodycie! Nie i jeszcze raz nie:)
hmmmm
Prześlij komentarz