Po pierwsze - na różnych komputerach kolory na moim blogu wyglądają różnie. Czasami są wręcz ohydne.
Po drugie - dzisiaj było spotkanie w gimnazjum. Poznaliśmy wychowawczynię. Iga zachwycona.
A ja odetchnęłam z ulgą. Być może Kate i Cleos pamiętają rozmowę u Cleosi na kanapie kiedy płakałam, że nie mam pojęcia, które gimnazjum wybrać.
Ja zawsze płaczę, marudzę, a potem biorę się w garść i daję radę.
Nawiasem mówiąc, Łysy twierdzi, że jestem matką starej daty. Dobrze to, czy źle - nie wiem, wolałam nie dopytywać.
Po trzecie - jutro o świcie idę do Urzędu Miasta. Wydaje się, że w kuratorium nic nie załatwię. Nie mogę się przebić do pani kurator...
Być może wszelkimi znanymi mi środkami zacznę poszukiwać innych rodziców. To może być moja ostatnia deska ratunku.
Po czwarte - Kudłata wyjeżdża w niedzielę na wycieczkę. Autokarową. Do Londynu.
Ja już mam schizę. Szczególnie po ostatnim wypadku polskiego autokaru w Niemczech.
Nie ma wyjącia - ja po prostu MUSZĘ wpaść w alkoholizm.
Po piąte - czeka mnie w przyszłym tygodniu delegacja. Stresująca, ale nie chce mi się pisać.
Po szóste - za tydzień chrzciny w rodzinie. Ależ mi się nie chce!! Po za tym nie mam kasy.
W międzyczasie bratowa miala 30tkę, a bratanek 2 urodziny. A ja nadal nie mam kasy.
2 komentarze:
oj tam - nic nowego z tym brakiem pieniędzy - to nasza narodowa domena jest... a dziedzina pogodzenia trudnego z niemożliwym to u nas lepiej jest opanowana niż cokolwiek innego - dasz radę, a na minione imprezy (30 i 2) może warto byłoby rozważyć jakiś samodzielnie dokonany podarek - coś zabawnego, jakieś żarty itp.
no ta wycieczka też by mnie stresowała.Ale będzie dobrze,bo jak inaczej nie?
a co z tym kuratorium bo nie łapię?
Prześlij komentarz