Sama w to nie wierzę...
Przed chwilą przeczytałam ostatnią notkę i opadła mi szczęka.
Znacie to - zastanów się, czego sobie życzysz, bo może się spełnić.
Otóż niusem ostatnich dni jest mój nagły i niespodziewany wyjazd do USA. Dowiedziałam się o tym w tę środę i chwilowo próbuję ogarnąć wszystkie formalności niezbędne do załatwienia wizy. Temat jest cięzki, bo lecieć chcę już za 3 tygodnie...
18 września napisałam tutaj, na tym blogu: Gdzieś bym sobie poleciała... Mogą być Stany.
Daję słowo honoru, że 18 września wyjazd do Stanów był równie prawdopodobny jak wylot na księżyc...
A zatem - spróbujmy dalej:
Coś bym sobie wygrała, może być kilka milionów w totka...
(Myślicie, że zadziała??)
_______________
Muszę sprawdzić, czy blog jest na pewno zahasłowany i nikt z mieszkańców go nie czyta... Czasem mam wątpliwości.
Kolejnym niusem jest wycofanie się klubu z bluz za 180zł.
Klucha przyniósł w dzienniczku: "Proszę wstrzymać się z wpłacaniem za bluzy. Temat nieaktualny do odwołania"
Zostajemy przy T-shirtach za 25zł.
Musiałam widać nie być jedynym rodzicem, który się postawił.
________________
Top Gear.
No cóż.
Pojechalismy do Warszawy rano, żeby zdążyć jeszcze do Muzeum Powstania Warszawskiego.
Zdążyliśmy.
Zdania nie zmieniłam. Zgadzam się, że jest to WAŻNE muzeum, ale nieciekawe. Trzeba być takim wojennym maniakiem jak Łysy, żeby się podniecać. Wolno mu.
Na Stadion Narodowy zdążyliśmy cudem. Serio, serio.
Najpierw uniknęliśmy godzinnej kolejki na parking (miły policjant pokazał nam, jak wjechać na parking od tyłu). Potem uniknęliśmy godzinnej kolejki do wejścia na stadion (zmienili nam bramę z 3 na 2 w chwili kiedy staliśmy w kolejce dokładnie na wysokości bramy 2)
Potem tylko musieliśmy wygonić ludzi, którzy zajęli nasze miejsca i już.
Miejsca mieliśmy doskonałe, dokładnie na środku. I to właściwie tyle.
Potem były samochody jeżdżące w kółko. Jak ktoś lubi, to pewnie mu się podobało.
Samo TOP GEAR trwało 1,5 godziny. Z tego połowa to gadanie. Prowadzący darli łacha z Polaków, a ja tego nie lubię.
Fajny był tylko pokaz parkowania - chciałabym tak umieć :)
Ogólnie - ludzie zadowoleni. Moje dzieciaki również. Kudłata oczywiście od razu wrzuciła zdjęcia na fejsa.
W niedzielę Muzeum Chopina. Znowu zdążyliśmy cudem, bo Warszawa rozkopana...
Klucha jak usiadł przy walcach, to nie wstał dopóki wszystkich nie wysłuchał.
A przy polonezach co chwila wykrzykiwał: Mamo, posłuchaj, to jest ZNANE.
:):)
Uwielbiam to muzeum. Wolno mi.
A w ogóle, przy muzeum jest sklep z pamiątkami - nie tylko z muzeum, ale ogólnie z Polski. I, o matko, tam były naprawdę fajne rzeczy. Dzieciaki nawet sobie coś pokupowały...
A potem mieliśmy w planach kawę na Placu Zamkowym, ale okazało się, że Trasa Zamkowa jest za darmo, a ludzi mało, więc...
Kawy już nie zdążyliśmy, a na stację dojechaliśmy na oparach. Dosłownie.
Ogólnie - tak sobie się zaczęło, świetnie się skończyło. Tylko, żeby jeszcze taniej to wszystko wychodziło...
3 komentarze:
no nieźle z tymi stanami :) dziękuję za relację!
Za totka trzymam kciuki, tylko nie zapomnij dać panu b. szansę:)
Jeszcze bardziej, że wytłumaczysz Amerykańcom różnicę między Rosją a Litwą - ponoć mają najlepsze uniwerki na świecie, to może geografię są w stanie opanować:)
Darł łacha z Polaków, a teraz nawołuje Brytoli do przeprowadzki, bo w Wawie tak cudnie:) Nonono!
Prześlij komentarz