14 października 2014

Ciągle

"Ciągle Cię kocham - takie info, bo masz święte prawo już tego nie pamiętać"

O 1:16 w nocy. Każdego innego bym zabiła...

Strasznie długą drogę przebyliśmy przez ostatnie 6,5 roku. A właściwie on, bo ja oszalałam od razu.
Miękkie nogi, szum w uszach, zawroty głowy, palpitacje serca. Nic, tylko jechać na ostry dyżur.
Jemu trochę to zajęło.

Czy jestem usatysfakcjonowana? Owszem, wszak mam, co chciałam.

Czy jestem szczęśliwa? Nie wiem...

Pamiętam pierwsze żartobliwe "też cię kocham wariatko" na moje "ty debilu skończony, idioto do kwadratu". Właśnie wylądowałam w Genewie, włączyłam telefon lekko skruszona, że tak mu nabluzgałam przed wylotem. To "też cię kocham" sprawiło, że kręciłam się po lotnisku nie mogąc znaleźć własnego bagażu, a potem nie mogłam sobie przypomnieć nazwy hotelu, do którego chcę jechać.

Pierwsze "kocham cię" na poważnie przyszło w tym roku w czerwcu. Byłam wtedy w Paryżu.
Paryż - miasto miłości. Nie mógł lepiej wybrać.

Ostatnie "ciągle cię kocham..." przyszło tuż po powrocie z UK.

Jakoś mu się zbiera na wyznania, jak jestem daleko.

Poważnie się zaczyna robić. Nie lubię poważnie. "też cię kocham wariatko" w zupełności mi wystarczało.

3 komentarze:

Yenka pisze...

Eh... i znowu nie wiem o co (kogo) chodzi...

kojot pisze...

Wielkość wylewu uczuć mojego lubego jest tym większa im dalej mnie od niego wywieje - na codzień to w sumie to mnie nienawidzi ;-)

ds pisze...

lubię tę notkę :D

Prześlij komentarz