Dwa-trzy lata temu na jakimś wyjeździe firmowym kolega Czech opowiadał o gang-bang parties.
Słuchałam z przejęciem, bo, serio, są rzeczy, o których mi się nie śniło.
(jeśli ktoś nie wie co to gang-bang - polecam Wikipedię)
Pruderyjna nie jestem, staram się być raczej tolerancyjna, dopóki ludzie się nie krzywdzą wszystko jest dozwolone. Gang-bang parties też, acz niekoniecznie z moim udziałem.
W czasie tamtej rozmowy mój polski kolega wygadał się, że wie gdzie i kiedy takie imprezy organizowane są w Warszawie.
"Ania, są tylko w środy, jakbyś była zainteresowana to mogę Cię przywieźć i odwieźć z powrotem"
Skąd przypuszczenie, że mogłabym być zainteresowana? Może dlatego, że nie wykrzyknęłam "a fuj!" jak o tym rozmawiali??
Kolega był pijany, więc nawet nie dałam mu w twarz za propozycję.
Jakiś rok, może półtora później, na kolejnym wyjeździe służbowym, ten sam kolega (również pijany) próbował nie wypuścić mnie z windy na moim piętrze. Strasznie mu zależało, żebyśmy pojechali razem do jego pokoju. Przestraszyłam się wtedy. Mała nie jestem, ale kolega jest większy. Gdyby chciał mi zrobić krzywdę, to by zrobił.
Potem kolega, który dosyć intensywnie randkował na Tinderze, znalazł kobietę, która niespodziewanie zaszła z nim w ciążę. Dziecko urodziło się chore, wymagało operacji i długiego leczenia. Nie wiem dokładnie, co to za choroba, ale kolega (prawie 50-latek) jakby się ustatkował, uspokoił, spoważniał. Naprawdę inny człowiek.
Potem go zwolnili z pracy.
Potem załozył konto na fejscie i zaprosił do znajomych. Zaakcpetowałam - wszak nowy człowiek.
Dużo wspólnych zdjęć z partnerką i synkiem. Sielanka.
Wczoraj zagadał na fejsie. Odpowiedziałam bez żadnych podejrzeń. Nadal pracuje w branży, pomyślałam, że potrzebne mu jakieś informacje. (IronMan też często pyta: Aniulka, czy my to jeszcze mamy w ofercie?)
A kolega wypalił, że często wspomina tę naszą (naszą???) rozmowę i czy nie chcielibyśmy sprawić, żeby było do wspominania coś więcej niż tylko rozmowa?
W pierwszym odruchu miałam ochotę rzucić komputerem. W drugim - napisać mu: wal się, ty chuju.
W trzecim się przestraszyłam. Facet mieszka w Warszawie, albo gdzie indziej (nie wiem skąd jest ta jego partnerka), już od dawna z nami nie pracuje, więc osobisty kontakt jest właściwie zerowy, a ja się go przestraszyłam! Pamiętam tę windę i ten strach wtedy.
Świadomość, że strach jest irracjonalny i nieuzasadniony, wcale mnie nie uspokaja.
____________
Początkujący Autor utworzył wydarzenie na fejsie. Wysłał zaproszenie do 40 osób. Pomyślałam: raz kozie śmierć i kliknęłam "Wezmę udział".
Miejsce i czas wcale mi nie odpowiadają, ale skoro rozpoczynam Nowe-Życie-W-Którym-Zamierzam-Się-Socjalizować, to nie należy wybrzydzać.
W piątek zwalniam się z pracy i pruję do Warszawy. Przepadnie mi filharmonia. Trudno.
Trochę mam zgrzyt z nocowaniem, bo gdzieś przecież trzeba, ale chyba po prostu pojadę do Łodzi. Mamuś złamała rękę, to może mieszkanie pomogę jej posprzątać, czy coś. Takie 2 w 1 :)
2 komentarze:
Tindera nie zakładam :)
Psychologa unikam, bo nie lubie kiedy ktoś mi mówi co jest dla mnie lepsze... najczęściej bardzo dobrze sama to wiem, co nie znaczy, że nie robię czegoś dokładnie odwrotnego - bo to co najlepsze, czasem kiepsko smakuje... a my Aniu raczej już powinnyśmy pozwalać sobie na smakowanie, anie na czekanie na właściwy moment by smakować :) i nie chodzi o to by brać byle co :) chodzi o to by decydować świadomie i wybierać w realnych możliwościach, a nie czekać na domniemanego idealnego księcia z bajki.
Może IronMan powinien poszukać jakiegoś psychologa lub choćby coucha - byle dobrego :)
Co do klubów - sorki, ale powiedz gościowi, że zwyczajnie nie jest w Twoim typie, a kluby cie nie kręcą - nie zamiataj pod dywan tematu - powiedz w prost... jest szansa, że się obrazi i przestanie, przynajmniej na jakiś czas, odzywać
demi w pełni się zgadzam :)
Z kazdym akapitem :)
A najbardziej ze smakowaniem zycia :)
Prześlij komentarz