26 lutego 2019

Nowy kot?

Od jakiegoś czasu, pod wpływem audycji radiowych (acz nie tylko) o zwierzętach mam takie silne przekonanie, że nie robię tyle, ile bym mogła. Że człowiek zła istota, znęca się, nie dba, nie szanuje, etc.

Jest we mnie potrzeba, żeby coś z tym zrobić. Aktywistką nie zostanę, bo to nie moja natura.
Kudłata domaga się psa. Psa nie weżmiemy, bo zbyt często nie ma nas w domu. Nie wiem, poza tym, kto by rano do tego psa wstawał, skoro każda minuta na wagę złota i wstajemy zawsze raczej później niż wcześniej.

Ale kot to co innego. A podobno koty w schroniskach umierają. Pies może przeżyć nawet kilkanascie lat (chociaż co to za życie), za to koty po prostu umierają.

Delikatna sugestia, że może wzięlibyśmy kota ze schroniska spotkała się z ogromnym aplauzem.
Ale to po maturze, bo teraz zamiast uczyć się do matury, Kudłata będzie miziać kota.

Wczoraj z ciekawości poogladalismy koty do adopcji. I zakochaliśmy się w Mii. Tak naprawdę zakochalismy się też w innych kotach, ale kryterium było: stosunkowo młoda kotka. Tak nam się po ludzku wydaje, że młodą kotkę nasz Nero zaakceptuje najprędzej. Dorosłego kocura może nie strawić.

Tyle tylko, że aż mi się nie chce czekać do tej matury. Istnieje niestety realne niebezpieczeństwo, że pojadę po Mię już dzisiaj.

________________

Tinder jednak wciąga. Nie samo randkowanie, ale przeglądanie tych wszystkich facetów. Niestety (a może stety) jesli odsieję wszystkich cudzoziemców, młodszych i tych zbyt daleko, to prawie nikt nie zostaje. Dochodzę do ściany w postaci komunikatu "zmień swoje kryteria wyszukiwania, żeby znaleźć więcej dopasowań" Serio?

Zupełnie oddzielną kwestią są oferty panów, którzy wprost piszą, że interesują ich tylko ONS, bo "żona w delegacji". Naprawdę żadnego strachu, że zobaczy to jakaś koleżanka żony?

_________________

W ramach postanowienia wcale-nie-noworocznego, że nie odrzucę żadnej możliwości poznania nowej osoby, rzucił mi się w oczy post z poznańskiego ksiązkowego forum dyskusyjnego. Ktoś mnie kiedyś znalazł i zaprosił na fejsie (słabo ten fakt pamiętam). Grupa spotyka się raz w miesiącu. Nigdy na spotkanie nie dotarłam, bo były "ważniejsze" sprawy.
Na lutowe spotkanie nie zdążę, bo już pojutrze, ale na marcowe już się zapowiedziałam. Taka bedę!

__________________

Po komentarzu demi na temat psychologów zaczęłam się zastanawiać, skąd taka popularność tychże dzisiaj.
Nie jestem specjalistką, ale wydaje mi się, że dobry psycholog nigdy nie mówi nam, co mamy robić.
Dobry psycholog pokazuje pewne mechanizmy, których nie musimy być świadomi. Tłumaczy jak czyjeś zachowanie (niekoniecznie nasze) wpływa na zachowanie/poczucie kogoś innego (również niekoniecznie nasze). Czy coś z tą wiedzą zrobimy, to zupełnie inna sprawa.

Czasem wystarczy, że jakiś specjalista utwierdzi nas w przekonaniu, że w tej określonej sytuacji zachowujemy się w najlepszy możliwy sposób. I tyle.

Mnóstwo znanych mi osób chodzi do psychologa, bądź posyła tam dzieci. Nikt tego nie ogłasza na fejsie, ani nie wykrzykuje przy spotkaniu w tramwaju, ale już w prywatnej rozmowie, kiedy powiesz, że moja psy to czy tamto, nagle słyszysz, "a ja też chodzę do psy".
Że dawniej tego nie było? To prawda. Ale zwyczaju robienia hybrydy u kosmetyczki też nie było. Czy to znaczy, że było lepiej?

1 komentarz:

demirja pisze...

dobrych psychologów trudno jest w morzu psychologów odnaleźć, zwłaszcza, że ten, który okazał się dla kolegi/ koleżanki dobry - dla nas może już takim dobrym nie być... bo jesteśmy człowiekiem, a ludzie, choć podobni, w zasadzie są odmienni ... niestety, ta odmienność czasem, również psychologom umyka, i bywa, że gubią się w rutynie określonych schematów.

Co nie znaczy, że schematy są złe, czy niepotrzebne. Kwestia w tym, aby je modyfikować świadomie i wg potrzeb. :)

Prześlij komentarz