No to mamy Teofila. Teofil, poki co, nie wychodzi spod krzesła.
Nie byłoby to tak bardzo uciążliwe, gdyby nie fakt, że podczas jazdy ze schroniska zrobił kupę. Bardzo śmierdzącą kupę. Ubrudził się tą kupą, a po wyjęciu z transportera natychmiast ucekł pod krzesło i nie daje sie wyciągnąć.
Troszkę śmierdzi w pokoju.
Nero chodzi i wącha. Czai się jak smok pod drzwiami i czeka, aż uda mu się przecisnąć między nogami i wpaść z kontrolą :) Na razie dajemy radę i czekamy aż Teofil trochę się ogarnie. Potem będziemy ich ze sobą zapoznawać :)
A ja, przy tej okazji, mam taką refleksję, że z kotami jak z tatuażami. Najpierw jeden, potem dlugo nic i drugi, a potem trzeci, czwarty i całe ciało wytatuowane.
Bardzo dużo słodkich kotów czeka w schronisku na swój dom. A co za różnica - dwa czy cztery?


2 komentarze:
gdybym miała więcej czasu - pewnie miałabym tak z psami...
Fajne kociambry!
Prześlij komentarz